Warhammer I i II – Amethyst Wizard w Mortal Empires

Amethyst Wizard władający Magią Śmierci będzie FLC w kampanii Mortal Empires. Przybędzie do Waszych komputerów w ramach aktualizacji Amethyst Update dla WARHAMMER II, która już jutro pojawi się z kilkoma poprawkami i zmianami balansu gry – zerknijcie na informację o łatkach tutaj

Amethyst Wizard będzie dostępny tylko w w kampanii Mortal Empires, więc pamiętajcie, że aby go zdobyć, musicie posiadać zarówno Total War: WARHAMMER, jak i Total War: WARHAMMER II.

Do dyskusji zapraszam na nasze forum.

Oprócz tego Arroyo przygotował Ciekawy opis Magii Śmierci:

„Kolegium Ametystu:
Tradycja: Śmierć
Nazwa własna: Kapituła Ametystu
Popularne tytuły Magistrów Shyish: Ametystowi Czarodzieje, Czarodzieje Śmierci
Wiatr Magii: Shyish
Magia Shyish to magia śmierci, utożsamiana z obawami w obliczu nieznanego, strachem, jaki odczuwają
wszystkie istoty żywe w obliczu zagrożenia, a w szczególności właśnie śmierci. Shyish to jednak również
szacunek i cześć – aura, którą śmiertelnicy otaczają rzeczy uznawane za święte lub wyjątkowe.
Shyish formuje się, gdy ktoś zdaje sobie sprawę z ulotności życia, wspomina dawno minione dzieje,
akceptuje swoje życie w danym jego momencie lub tęskni za przyszłością. Mówi się też, że Shyish to
wiara w istnienie czegoś większego, wspanialszego i trwalszego niż życie ludzkie – chodzi o świat, w
którym to życie rodzi się i umiera.
Wiatr Shyish rodzi się najczęściej na polach bitew, w miejscach egzekucji, przepełnia również cmentarze,
a najprościej oddziałuje na magów (lubujących się w magii śmierci) o świcie i o zmierzchu. Ze względu na
to, że wieje z przeszłości, która przeminęła, przez teraźniejszość (wiodącą do wszelkich zakończeń)
wprost do przyszłości (która prowadzi do nieuchronnej śmierci), Fioletowy Wiatr Magii często opisywany
jest jako Wiatr Chaosu.
„Imperialny Dekret o Magii” traktuje sztukę parania się magią śmierci jako „taumaturgię finalizacyjną”.
Termin ten został nieco sztucznie ukuty na potrzeby dekretu ze względu na mylne nazywanie Fioletowej
Magii nekromancją, którą to w gruncie rzeczy jest Domena Wampirów.
Ametystowi Czarodzieje posiadają władzę nad zmarłymi i mogą sprowadzić na ludzi śmierć. Potrafią kraść
ludziom duszę lub wysysać ich siły witalne, pozostawiając pustą skorupę skóry i kości. Widzą dusze i
duchy błąkające się po świecie, a także potrafią się z nimi w pewien sposób komunikować. Najpotężniejsi
z czarodziei wiatru Shyish potrafią kontaktować się ze światem duchów, rozmawiać z duszami zmarłych, a
nawet są w stanie sprawić, że taka dusza będzie przemawiać ustami maga. Jak sami przyznają, władza
nad duszami zmarłych nie dotyczy tych, którzy oddali się dobrowolnie we władanie bogów Chaosu, bądź
których dusze zostały pożarte przez demony.
Uczeni twierdzą, że nadchodzi w życiu każdego człowieka taki moment, w którym przestaje rosnąć i
dojrzewać, natomiast zaczyna się starzeć, a ostatecznie umierać. Gdy ta chwila nadchodzi w życiu
Magistrów Shyish, podobno dokładnie widzą i czują, jak po kawałeczku zabiera ich ze świata żywych
sama śmierć, gdyż dane jest im widzieć wszystko, co przemija lub się kończy.
Magistrowie Ametystu ze względu na swój dar władania śmiercią są czesto myleni z nekromantami, a
nawet są oskarżani niekiedy o tą herezję. Problem w tym, że oskarżenia te są nieprawdziwe – Nekromanci
sprzeciwiają się śmierci i nienawidzą końca życia, zwłaszcza swojego. Natomiast Magowie Kolegium
Ametystu godzą się z nieuchronną śmiercią i nie czynią nic, by jej zapobiec. Ba, Nekromanci do tego
łamią zakazy, którymi kieruje się Kolegium Shyish – wskrzeszają nawet umarłych Orków, sługów Chaosu,
czy inne mroczne istoty, śmiało sprzeciwiając się też zakazowi, że nie wskrzesza się istot zła.
Ze względu na to, że mieszkańcy Imperium małą zbyt małe pojęcie o magii, Kolegium Ametystu nie
cieszy się dobrą opinią – zwłaszcza, że podobieństwa niektóre do czystej nekromancji są uderzające (choć
praktykowanie magii wiatru Shyish nie zmienia czarodzieja w żywego trupa, tak, jak sprawia to domena
Nekromancji).
Owa domena nekromancji w bitewniaku to nic innego jak Domena Wampirów, którą parają się
Wampiry i Nekromanci, a nawet najgroźniejszy z owych władców umarłych – Liszmistrz Heinrich
Kemmler.
Kolegium Ametystu spośród wszystkich szkół magii w Imperium stanowi najbardziej zagadkowe, a przy
tym równie nieprzystępne bractwo czarodziei. Swoją tajemniczością ustępują tylko Kolegium Cienia.
Które wkrótce opiszę
Skrytość Kolegium Ametystu stanowi wodę na młyn wyobraźni prostych ludzi i dodatkowo zwiększa
niechęć społeczeństwa wobec Magistrów Shyish. Pod względem ascetyzmu, prostoty i surowości życia
stanowią wzór dla Hierofantów Kolegium Światła. Teclis bowiem uczył początkujących adeptów magii
śmierci, że można ją praktykować do pewnego momentu, gdy nie przekroczy się cienkiej granicy, za którą
czai się ciemność, zło, cierpienie, a także deprawacja. Kapituła Ametystu trzyma w dłoniach władzę nad
życiem i śmiercią bliźnich. Magistrowie wchodzący w skład Kapituły potrafią skinieniem palca zatrzymać
akcję serca żyjącego człowieka tak, by takową śmierć uznać za naturalną. Mogą też odwlec w
nieskończoność moment śmierci konającego lub wyssać z niego resztki życia. Najwięksi Magistrowie
Kolegium są nawet w stanie ukraść ludziom duszę i zamknąć ją na wieczność w swym laboratorium.
Arcymagowie Shyish nie obawiają się śmierci i starzenia. Teclis ostrzegł młodych Magistrów Ametystu, że
im lepiej będą poznawać naturę śmierci i rosnąć w siłę magiczną, tym bardziej może ogarniać ich pokusa
przedłużenia swego życia. Choć manipulowanie magią zauważalnie wydłuża życie czarodzieja, tak pokusa
pragnienia większej mocy i zejścia ku drodze Nekromancji jest coraz większa. Nic dziwnego zatem, że
starsi magistrowie z brutalną bezwzględnością eliminują każdego ucznia, który dał się zwieść mrocznej
sztuce.
Warto nadmienić, że proces selekcji kandydatów na uczniów Kolegium Ametystu jest niezwykle staranny.
Poddawani szczegółowej indoktrynacji i nieustannemu nadzorowi władz kolegium rekruci rzadko ośmielają
się zdradzić. W ciągu dwustu lat swego istnienia jedynie cztery razy doszło do walki z renegatem
Kolegium. Co najciekawsze nikt nie podejrzewa istnienia renegatów w Kolegium Ametystu, nawet łowcy
czarownic i szarzy czarodzieje z Kolegium Cienia. Dlaczego? Bo wszelkie poszukiwania zdrajców były
prowadzone w tajemnicy. W każdym z czterech przypadków wróg był zapędzony w pułapkę bez wyjścia, a
następnie brutalnie go zamordowano. Wszelkie dowody zbrodni były z dokładnością niszczone lub
zatajane, ciała ofiar natomiast znikały, nim ktokolwiek zdążył dokonać autopsji, tajemnicze zgony
świadków składano na karb przyczyn naturalnych, wypadków lub zbrodni znanych rzezimieszków.
Najkrótsze z polowań na renegata trwało kilka dni, najdłuższe kilka lat. Nikt bowiem nie zdołał jeszcze
umknąć gniewu arcymagów Kolegium Ametystu. Brutalność w unicestwieniu zdrajcy jest podyktowana
bardzo realnym zagrożeniem . Magister Shyish, który pozna zakazane sztuki nekromancji, może stać się
poważnym wrogiem dla równowagi Imperium. Jednak największe niebezpieczeństwo to nie renegaci
Kolegium, a wszelka nieczystość ducha i myśli Magistrów.
Wiecie, woda sodowa może uderzyć do głowy Magistra Kolegium Ametystu i zacznie się parać
mroczną sztuką, bądź spróbuje w swym szaleństwie pozabijać swoich ludzi.
Mimo braku dowodów, Reiner Starke z Kolegium Cienia podejrzewa, że ostatnia wielka bitwa magiczna
stoczona 80 lat temu niedaleko Kolegium Płomienia, która doprowadziła do zniszczenia jednej z dzielnic
Altdorfu, miała swój początek w szaleńczym ataku jednego z Magistrów Ametystu, który rzucił się na
arcymagów własnego kolegium. Nie wiadomo, czy patriarcha Kolegium Cienia poszukuje dowodów w tej
sprawie, gdyż publicznie o tym nie mówił, a Kolegium Ognia odmawia współpracy w wyjaśnieniu tego
zajścia. Podejrzewa natomiast, że Kolegium Shyish rośnie w siłę, a jego zaklęcia są potężniejsze, niż się
to wydaje. Z drugiej strony nie zamierza robić czegokolwiek, co mogłoby doprowadzić do wojny domowej
między zakonami magii, gdyż sam Altdorf mógłby się stać ruiną tego, czym było kiedyś.
Podobnie jak inne kolegia, Kolegium Ametystu wysyła swoich czarodziejów do armii Imperatora, z kolei
zamieszkujący okolice Sylvanii magnaci i szlachta często zwracają się o pomoc do Magistrów Shyish, by
zapobiegali poczynaniom nekromantów, a także wampirów. Dzięki mocy i zapałowi do pracy
Ametystowych Czarodziejów chłopi mogą spać spokojnie, gdyż ich zmarli przestają powracać nocami do
wiosek.
Co nieco wiemy o ich pracy i stosunku do spaczonej władzy nad umarłymi, teraz pora o ubiorze Magistrów
Shyish. Noszą szaty w kolorze purpury, choć równie chętnie wybierają czerń. Zamiast laski używają do
walki ostrej kosy. Lecz to nie jest zwykłe narzędzie rolnicze, lecz elegancko zdobiona broń i zarazem
symbol rangi Magistra. U pasów mają przewieszone kości, symbol przemijania ludzkiego żywota. Wyryte
są na nich runy i symbole, w szczególności powszechnie rozpoznawane klepsydry i cierniste róże.
Bez względu na to, jak kiedyś wyglądali kandydaci lub początkujący czarodzieje, wiatr magii Shyish
zmienia wygląd posługujących się nim ludzi nie do poznania. Stają się kościści i bladzi, regułą jest też
golenie głowy i ciała, by tym bardziej upodabniać się do trupów.
Mentalność Czarodziejów Ametystu to również ciekawa sprawa – w kręgach uczonych słyną z dość
osobliwej postawy, gdyż nigdy nie rozpoczynają nowych badań lub projektów, natomiast uwielbiają je
kończyć. Mówi się ponadto, że w każdej dyskusji to Ametystowy Czarodziej ma ostatnie słowo.
Doświadczeni Magistrowie Shyish bywają często małomówni i zamknięci w sobie, nie wspominając o tym,
że są całkowicie pozbawieni ambicji. Pokazuje to m.in. to, że żaden z nich nigdy nie został Najwyższym
Patriarchą Kolegium Magii jak Thurmann czy Gelt.
Magistrowie Ametystu przyjmuje do terminu niewielu uczniów, co w sumie nie jest dziwne, bo wymagają
od nich przejścia surowych testów oraz złożenia uroczystych przysiąg. Wstąpienie do Kolegium Ametystu
to jak przejście w stan śmierci i ponowne odrodzenie – uczniowie Kolegium mają obowiązek przekazania
bractwu całego swojego dobytku, prawa spadkowego, a nawet rzeczy osobistych. Stare życie musi być
odrzucone i zapomniane. Najczęstszymi rekrutami są byli akolici Morra, niezwykle wrażliwi na przepływ
Fioletowego Wiatru Magii. Zawirowania Shyish często towarzyszom rytuałom kapłanów Morra, lecz fakt
ten jest często ignorowany przez kapłanów pozbawionych daru wiedźmiego wzroku. Kapłani i akolici,
którzy przejawiają talent odmienny od boga śmierci, uznawani są za przeklętych lub nie nadających się
do posługi Morra na ziemskim padole. Słyszą oni zazwyczaj dziwny zew, który często kieruje ich do
Kolegium Ametystu.
Obywatele Altdorfu, podobnie jak mieszkańcy całego Imperium, mają bardzo złe zdanie o Ametystowych
Czarodziejach, a także nadal błędnie przylepiają im łatkę czarodziei-nekromantów.
Kolegium Ametystu położone jest w pobliżu rzekomo nawiedzanego starego cmentarza w Starym
Altdorfie, na którym w czasach Czerwonej Zarazy pochowano bez obrzędów tysiące ofiar. Kilka ulic dalej
znajduje się główna świątynia Morra, a pomiędzy tymi dwoma ponurymi budowlami urzędują grabarze,
kamieniarze, gildie pogrzebowe, a nawet adwokaci, którzy mają smykałkę do prawa spadkowego. W tej
dzielnicy znajduje się bardzo niewiele zamieszkałych domów, bo mało kto decyduje się, by zamieszkać w
tak ponurej części miasta – nawet bezdomni i żebracy unikają tego miejsca. Nieliczni mieszkańcy
zamieszkują tę mroczną dzielnicę, wbrew opinii publicznej nie są nekromantami, gdyż żaden z tych złych
czarowników nie byłby tak głupi, by choćby zbliżyć się do dzielnicy, w której rezydują dwie najbardziej im
wrogie organizacje – Kult Morra i Ametystowi Czarodzieje.
Budynek Kolegium został wzniesiony w staroświeckim stylu, zbudowany z ciemnego kamienia i bogato
zdobiony. Doskonale podsyca obawy zwykłych ludzi wobec Magistrów Śmierci. Okna i drzwi wieńczą łuki,
famugi są wysokie i wąskie, a w niszach umieszczonych w ścianach budynku stoją kamienne posągi.
Obrzeży dachu pilnują wykrzywione gargulce. Z głównego masywu budowli wznoszą się wysokie wieże,
zwieńczone iglicami i zamieszkane przez tysiące nietoperzy. Co noc o zmierzchu te latające zwierzęta
opuszczają swe kryjówki, rozlatując się na wszystkie strony świata. Nietoperze wydają się jedynymi
żywymi istotami zamieszkującymi Kolegium. Bardzo rzadko widuje się ludzi wchodzących do środka lub
wychodzących z tej szkoły magii. Wielu tutejszych mieszkańców sądzi, że to opuszczone miejsce, w
którym straszyć mogą jedynie zjawy. Jak zatem wygląda wejście do siedziby Ametystowych
Czarodziejów?
Olbrzymi, kamienny portal, wsparty na dwóch kolumnach, szarej i czarnej – symbolizują przejście między
życiem, a śmiercią, a i bramy te są zawsze otwarte. Na zwieńczeniu portalu wyryte są symbole Kolegium
– pośrodku widnieje klepsydra, a na bokach wyrzeźbione z ametystu czaszki. Całość dekorują cierniste
róże. Na każdej z kolumn widnieje wykuta w kamieniu ozdobna kosa. Co prawda nie są to w 100% bramy
do królestwa Morra (Boga Śmierci, tak przypominam), lecz podobieństwo jest uderzające. Odwiedzającym
Kolegium gościom mają przypominać o śmierci i nieuchronnym przemijaniu.
W myśl średniowiecznej zasady Danse Macabre i Memento Mori, czyż nie? W końcu nie ma ucieczki
przed śmiercią i dosięga ona każdego, niezależnie od statusu i wieku.
Zdarzali się jednak śmiałkowie, którzy odważyli się wejść bez zgody na teren Kolegium Ametystu. W
większości jednak opowieści o wyprawie do wnętrza siedziby Magów Śmierci było podobnie – miejsce
opuszczone, pachnący z wewnątrz zeschniętymi ziołami, ale nie zgnilizną, ani zepsuciem. W głąb
Kolegium biegnie wiele ciemnych korytarzy o ścianach dekorowanych purpurowymi draperiami, a na
podłogach zalega gruba warstwa kurzu. Można natknąć się na truchła szczurów, pająków i nietoperzy, ale
nikt nigdy nie spotkał tam żywej istoty.
Kolegium Ametystu wygląda, jakby opuszczono je wieki temu. Cały budynek pogrążony jest w
nienaturalnej ciszy, a gęste i duszne powietrze wydaje się tłumić wszelkie odgłosy. W wielu pokojach
znajdują się małe ołtarzyki, zbudowane na cześć Morra i to one chyba najbardziej wyprowadzają z
równowagi intruzów. Im dłużej ktoś przebywa w Kolegium Ametystu, tym większe nachodzi go uczucie
strachu i w końcu ucieka, ile sił w nogach. Część opowieści jednak nie jest taka sama, jak inne. Podobno
niektórzy z intruzów dostrzegli u wrót siedziby magów dzierżącego kosę Magistra, ubranego w purpurowe
szaty. Ci nieszczęśnicy/wybrańcy (zależy od punktu widzenia) tego samego dnia rozpoczynali swój termin
w Kolegium Ametystu. Jeśli okazywali się niegodni bycia Czarodziejem, zwykle ginęli w tajemniczych
okolicznościach.
Oficjalnie zaproszeni goście i posłańcy wiedzą, że należy czekać przed bramą Kolegium i użyć mosiężnego
dzwonka, znajdującego się przy wejściu. Wtedy pojawia się zakapturzony odźwierny. Posłańcy muszą
przedstawić mu listy lub przekazać wiadomość. Goście przybywający ze sprawą do danego magistra
muszą poczekać na jego przybycie. Niecierpliwy przybysz, który wepchnie się siłą do środka, znajdzie się,
jak wyżej, w sieci korytarzy. Dla osób stojących na zewnątrz, szybko niknie w ciemnościach. Natomiast
nieporuszony odźwierny pozostanie w progu cały czas milcząc.
Innymi słowy na wejście do Kolegium działa magia, która w pewien sposób teleportuje nieproszonych
gości do labiryntu korytarzy, w którym nikogo nie ma. Jedynie członkom Kolegium Ametystu wolno wejść
bez zaproszenia na teren uczelni. Wolno im też przyprowadzać gości. Mogą również wejść wedle woli do
widmowego, opuszczonego budynku. Właściwe Kolegium na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od
swojego widmowego odpowiednika – ciemne, ponure korytarze, zdobione przez purpurowe draperie.
Prawdziwe Kolegium jednak nie jest zakurzone, a zamknięte na klucz drzwi prowadzą do zamieszkałych
komnat. Największą różnicą jest jednak to, że w prawdziwym Kolegium mieszkają Magistrowie, choć
rzadko wychodzą na korytarze. Prywatne komnaty mieszczą się na piętrach, na które niczym w Hogwarcie
prowadzą spiralne klatki schodowe. Wyżej położone są biblioteki, pracownie oraz pokoje kontemplacji.
Choć w prawdziwym Kolegium również panuje cisza, to nie jest ona niepokojąca jak w iluzji stworzonej
przez arcymagów Ametystu, a ołtarzyki ku czci Morra są starannie zadbane, choć Magistrowie
zaprzeczają, by wierzyli w Boga Śmierci.
Wystrój prywatnych komnat Magistrów zależy od ich gustów. Dominują ciemne barwy i symbole
Kolegium. W prawie wszystkich komnatach znajdują się żywe rośliny lub zwierzęta – w szczególności
kruki, gawrony, szczury, pustułki oraz koty. Obcując z całkowicie zależnym od nich stworzeniem,
Magistrowie Ametystu przypominają sobie, że walczą o prawo naturalnego życia i śmierci. Świadomość
wagi tej misji pomaga im stawiać opór pokusie sięgnięcia po mroczne sztuki nekromancji.
Goście Kolegium przybywają tu najczęściej w celu spotkania się z jednym z Magistrów. Jest ich tak
niewielu, że nawet wędrowni czarodzieje posiadają na terenie Kolegium Ametystu swoje prywatne pokoje.
Wielu tutejszych Magistrów nigdy nie zatrzymuje się na noc poza budynkiem Kolegium, bo przeszkadza
im niegościnność uprzedzonej do nich społeczności Imperium.
Co zabawne, widmowe korytarze Kolegium często służą mniej uczciwym mieszkańcom Altdorfu za miejsce
tajnych spotkań. Ze względu na magię panującą w tym miejscu nikt, poza Magistrami Ametystu, nie
słyszy, o czym gadają, ale czarodziejów nie ciekawi to, o czym mówią. Jednakże próba wprowadzenia się
na stałe do widmowych komnat spotyka się z bezwzględną reakcją Kolegium, który starannie dba o
niesławę tego miejsca.
Patriarcha Kolegium Ametystu – Viggo Hexensohn
Opowieść o przywódcy Magów Śmierci rozpoczyna się w Waldenhof, miasteczku położonym we
wschodniej części Stirlandu.
Przypominam, że historie przywódców kolegiów magii wzięte są z podręcznika RPG „Królestwo
Magii”, w którym akcja dzieje się po tak zwanej Burzy Chaosu, więc niestety 8 edycja bitewniaka
kasuje to. Drugie przypomnienie – po bitwie pod Hel Fenn Stirland przejął prawnie władanie nad
Sylvanią jako część swego księstwa.
Mianowicie Viggo był kapłanem Morra, z czasem jednak opuścił kościół
Boga Śmierci. Będąc w Waldenhof Hexensohn widział zbyt wiele
powstających z grobu zmarłych, ożywionych nieczystą mocą spaczenia.
Pomimo wszelkich wysiłków kapłanów Morra, owe zagrożenie nie
zniknęło. Z tego powodu Viggo odszedł z kultu, utraciwszy wiarę we
władzę swego boga nad domeną śmierci, a przynajmniej w tej przeklętej
części ziem Stirlandu.
Czarę goryczy, a zarazem wystarczającym powodem do tego, by opuścić
kult Morra była śmierć pogodnego mentora Hexensohna, którego
rozszarpały ożywione zwłoki jednego z braci, uprzednio wyłożone na
katafalk i przygotowywane do ostatniego namaszczenia. Wraz z tym
jednak Viggo zyskał coś równie cennego – zaczął bowiem widzieć wiązki
czarno-fioletowej energii, która kontrolowała ruchy zombie i zmuszająca
go do wyszarpywania wnętrzności starego kapłana Morra. Zmusił pasma
fioletowej energii, by opuściły ciało zombie i skumulowały się w jego
dłoni. Pod dotykiem Shyish, Hexensohn doznał magicznego oświecenia,
lecz zaraz potem padł na posadzkę i zaczął wymiotować oraz rzucać się
w konwulsjach. Na szczęście pozbawiony energii magicznej zombie opadł
bez ruchu. Od tej pory Viggo zrozumiał, że jego miejsce jest w Kolegium
Ametystu.
Hexensohn sprawuje urząd Patriarchy Kolegium Ametystu od ponad
sześćdziesięciu lat. Nie ujawnił nigdy swego wieku, a po wyglądzie
twarzy również ciężko jest poznać. Podczas swych sporadycznych
podróży ubiera się w czarne szaty, a na wierzch zarzuca ciężki płaszcz z
kapturem. Bez wątpienia jest najpotężniejszym Magistrem Ametystu, w
końcu ostatni z renegatów został przez niego osobiście zniszczony.
Opuszcza on Kolegium tylko wtedy, gdy udaje się na naradę na dwór
Imperatora.”

Magią Śmierci posługują się Ametystowi Czarodzieje, Magowie Wysokich Elfów, Czarodziejki Mrocznych Elfów,
Magowie-Kapłani Jaszczuroludzi, Lisze-Kapłani, Tkacze Czarów Leśnych Elfów, Pieśniarze Czarów, Szamani
Zwierzoludzi, Czarownicy Chaosu, Nekromanci, Wampiry, Mistrzowie Rzezi (Ogry), Rzeźnicy (Ogry), Wielcy
Nieczyści, Książęta Demonów, a także Heroldzi Nurgla.

 

Napisał: KLAssurbanipal

Źródło: totalwar.com

Reklama

Latest Comments

  • author image
    KLAssurbanipal says:
    Link przenosi do całej sekcji, gdzie gracz ma się najpierw zapoznać z zasadami, nagrodami itp. W ...
  • author image
    TUFF says:
    Chyba link coś żle prowadzi, bo nie widzę tam opcji do zapisu......
  • author image
    Kondrat says:
    Niestety brakowało mi pomysłu na pytania i nie udało mi się do pierwszego Q&A wymyślić cze...
  • author image
    Maciej says:
    Dzieki za świetny wpis! Zreszta kolejny...
  • author image
    Irek says:
    W jednym momencie usunięto świetne forum total war - miejsce, gdzie każdy mógł się podzielić ...