Age of Charlemagne – Recenzja

Od dnia swojej premiery mój egzemplarz Attili leżał praktycznie nieruszony. Gra, która miała być tym dla Rome II, czym Napoleon był dla Empire’a, nie wciągnęła mnie w najmniejszym stopniu. Wydany w czerwcu dodatek „The Last Roman” również nie wzbudził mojego zainteresowania. Wróciłam więc do starych części w oczekiwaniu na lepsze czasy (i na mody do Attili). Gdy jednak w listopadzie okazało się, że Creative Assembly postanowiło przed premierą Warhammera wypuścić do Attili przynajmniej jeden duży dodatek, tym razem przenoszący rozgrywkę w czasy Karola Wielkiego, z nadzieją zaczęłam odliczać dni do premiery. Czy ten dodatek sprawił, że w końcu gra w Attile ma dla mnie sens? Cóż, odpowiedź jest dosyć skomplikowana…


Zaczynamy!

Frankijska obietnica?

Zanim jednak przejdę do moich osobistych odczuć z rozgrywki, zerknijmy co na papierze oferuje nam CA, jeśli zdecydujemy się zakupić dodatek. Otrzymujemy osiem grywalnych frakcji, nową mapę kampanii, setki nowych jednostek, kosmetyczne zmiany w interfejsie, a na dokładkę dochodzą jeszcze nowe misje fabularne oraz nowy mechanizm, na który musimy zwrócić uwagę podczas naszych kampanii, nazwany tutaj „Zmęczeniem wojną”.


Karol dotrzymuje obietnic, a jak z obietnicami twórców?

Era Karola Wielkiego

Zacznę od mapy kampanii, otrzymujemy do dyspozycji całą zachodnią Europę. Teoretycznie jest to mniejszy obszar niż w podstawowej kampanii, jednakże, dzięki temu mapa jest bardziej szczegółowa i uwzględnia większą liczbę osiedli. W dalszym ciągu jednak poszczególne prowincje są zbytnio rozrzucone i podczas kampanii potrafiło mi to przeszkadzać. Według mnie CA powinno zdecydować się jeszcze bardziej zmniejszyć wizualnie miasta i dodać ich więcej na mapie. W zarządzaniu prowincjami nie zaszły żadne zmiany, wszystko jest dokładnie tak jak było w podstawowej kampanii Attili, minusem jest mała liczba dostępnych edyktów, zaledwie dwa. W podstawowej kampanii były cztery, zaś w Rome II od czterech do pięciu w zależności od frakcji.

Zmianie uległo drzewko technologii. Dalej mamy podział na technologie wojskowe i cywilne, jednak teraz większość technologii daje nam jedynie dostęp do nowych budynków i jednostek, zaś niewiele technologii daje nam oprócz tego jakieś bonusy, a jak już jest jakiś bonus to często są to dodatkowe punkty imperium. Osobiście wolałam jak technologie poprawiały pasywnymi premiami różne aspekty życia państwa, ale brak tego nie przeszkadzał mi zbytnio w kampanii.

Interface doczekał się drobnych wizualnych zmian. Teraz karty jednostek oraz budynków stylizowane są na średniowieczne malowidła, zaś ikonki technologii przypominają witraże. Przyznam, takie smaczki budują klimat, dodatkowo wszystko jest ładne* i czytelne, w przeciwieństwie do tego co było w Rome II. Niestety, cały efekt jest psuty przez kartę generała, która wygląda tak jak w podstawowej kampanii. Tak więc, pod tym względem dalej nie jest to poziom Shoguna 2, gdzie karty generałów z ich podobiznami były dostosowane wyglądem do pozostałych kart.


Niby małe zmiany, a dodają klimatu.

Dziś król, jutro cesarz

Przejdźmy do grywalnych frakcji, a mamy ich osiem i jest to całkiem sensowna ilość, aczkolwiek brakuje mi tutaj grywalnego Bizancjum oraz jakieś frakcji słowiańskiej. Jednak ta ilość nacji w zupełności wystarcza. Pozwala nam to zacząć kampanię z niemal każdego miejsca na mapie.

Wszystkie frakcje mają własne cele główne kampanii, polegają one na zjednoczeniu konkretnego obszaru jak np. Anglia, Francja czy Hiszpania pod swoim panowaniem i stworzeniu odpowiedniego królestwa. Niestety, sięgnięcie po koronę wiąże się jedynie ze zmianą nazwy kraju oraz otrzymaniem czasowego bonusu dla frakcji. Miłym smaczkiem jest za to fakt, że filmik na zakończenie kampanii jest dostosowany do nacji, którą poprowadziliśmy.

W zapowiedziach sporo było mowy o fabule w dodatku. Fabuła rzeczywiście występuje, jednak w trakcie moich dwóch kampanii widać ją było jedynie w przypadku państwa Karola Wielkiego. Mamy tutaj dwie sprawy do załatwienia w trakcie kampanii. Jedną jest państwo brata Karola, Karlomana; zaś drugą nasze kontakty z papieżem. W przypadku państwa Karlomana po jego śmierci otrzymujemy możliwość albo poparcia jako króla jego syna (co da nam duży bonus do kontaktów z jego państwem) lub możemy rozpocząć walkę o jego ziemię (co teoretycznie musimy zrobić, by doprowadzić do utworzenia Królestwa Franków). Zaryzykowałam i poparłam młodego Pepina jako króla, otrzymałam informację o wiecznej przyjaźni naszych krajów, zaś później, ku mojemu zdziwieniu, po podbiciu wymaganej liczby regionów przekształciłam się w Królestwo Franków. Według mnie jest to duży plus, że otrzymaliśmy w tej misji naprawdę swobodę wyboru i nie musimy niszczyć drugiego państwa Franków by wygrać kampanię.

Misja z papieżem wyglądała trochę inaczej, otrzymałam łącznie dwie misje w których mogłam albo poprzeć papieża, albo jego przeciwników. Wybór pierwszej opcji skutkował koniecznością wysłania do Italii armii, mającej pokazać przeciwnikom papieża gdzie raki zimują. W nagrodę otrzymałam wdzięczność papieża oraz bonus do dyplomacji z krajami chrześcijańskimi, zaś ostatecznie pozwoliło mi to zdobyć koronę cesarską i przekształcić się w Święte Cesarstwo Rzymskie.

Podsumowując, misje fabularne dla Karola były w porządku, nie były specjalnie inwazyjne, nie przeszkadzały w kampanii, a pozwalały sporo zyskać. Niestety, w między czasie stało się coś, po czym poczułam się jakbym znów grał w Rome II. W pewnym momencie otrzymałam informację o rozwiązłości córki Karola i co zamierzam z tym faktem zrobić. Nie przypominałam sobie by mój Karol w tej kampanii doczekał się jakiejkolwiek córki, więc zdziwiona zajrzałam do drzewka rodziny, gdzie jak się spodziewałam, nie dość, że żadne dziecko oprócz pierworodnego Karola nie było nawet w okresie dojrzewania, to pośród nich nie było ani jednej córki. Sądziłam, że takie głupoty zostały wywalone w Attili, myliłam się.

Jeśli chodzi o kampanię Mercją, to jedyną misję jaką otrzymałam w trakcie podboju wysp, była decyzja co zrobić z uczonym, który chciał uciec do Akwizgranu. Poza tą jedną decyzją, żadnej misji nie było.

Na koniec mówienia o frakcjach chciałabym rzucić jeszcze okiem na rostery, które niestety, według mnie są dosyć ubogie. Niby to tylko zaledwie dodatek, ale przy tworzeniu list jednostek mogli by się bardziej postarać.


Zmęczenie? Jakie zmęczenie?

Niemal zapomniałam o tym by wspomnieć o nowym systemie zmęczenia wojną. Jednak, z drugiej strony nic dziwnego, bo podczas kampanii zapomina się o tym systemie. Niby w czasie przedłużającej się wojny dostajemy ujemne efekty dla naszej frakcji, jednak naprawdę sprowadza się to do tego, że jakiekolwiek efekty pojawiają się w przypadku przegranej bitwy, zaś jedno zwycięstwo pozwala zniwelować ten efekt. System niby jest, ale kompletnie nie zwraca się na niego uwagi. Może w przypadku większej ilości porażek efekty byłyby bardziej widoczne, jednak trudno to osiągnąć o czym powiem za chwilę.


Wygląda na to, że moi ludzie są niestrudzeni.

Problemy z sąsiadami

Sztuczna inteligencja nigdy w Total Warach nie była na wysokim poziomie, a w tym dodatku dumnie trzyma ona poziom Rome II. Niestety, odnoszę wrażenie, że jedyny wpływ na poziom trudności ma sytuacja początkowa danej frakcji. Grając państwem Karola na poziomie trudnym (Karol ma określony początek jako trudny) grało mi się na początku trudniej niż Mercją na poziomie legendarnym (teoretycznie Mercja ma łatwy początek, ale legendarny powinien zobowiązywać, prawda?). Państwo Karola ma na starcie poważny problem, jest to duży, bardzo rozciągnięty kraj, z armią tylko na zachodzie, zaś wrogowie są i na wschodzie i na zachodzie. Po ogarnięciu sytuacji idzie już z górki ze względu na duży potencjał gospodarczy naszego państwa pozwalający na utrzymanie kilku silnych armii. Sztuczna inteligencja wyraźnie nie radzi sobie na mapie kampanii, grając Mercją miałam dwa razy nawet sytuację, że komputer uciekał przede mną armiami i oddawał mi miasta prawie bez walki (nawet w przypadku, gdy to było jego ostatnie miasto). Dodatkowo, część frakcji jest stanowczo zbyt bierna, mam tu na myśli przede wszystkim Danię, która podobno miała najeżdżać wyspy, a tymczasem całą kampanię nic nie robi. Dodatkowo komputer niespecjalnie się rozwija militarnie. W momencie, gdy ja już miałem najlepsze dostępne jednostki piechoty dla państwa Karola, w dalszym ciągu walczyłam z podstawowymi jednostkami wroga. Dyplomacja jest dobrze zrobiona, sojusznicy nie zdradzali bez powodu (szczerze mówiąc nie zdarzyło mi się by mnie ktokolwiek zdradził). Zaś przy odpowiednich chęciach można z frakcji nie lubiącej nas zrobić najbliższego sojusznika (choć są też przypadki, gdzie nie udało mi się naprawić stosunków). Minusem jedynie jest to, że relacje między komputerowymi frakcjami działają dziwnie. Podczas gry Karolem w pewnym momencie pełna armia Angri przeszła przez spory fragment terytorium Karlomana i zaatakowała mnie w miejscu gdzie nie trzymałam żadnych sił ze względu na bliskość sojusznika. Wszystko to odbyło się bez jakiejkolwiek reakcji ze strony Karlomana (zaś kilka tur wcześniej otrzymałam informację o zacieśnieniu relacji między naszymi krajami).


Początkowo sytuacja nie wygląda zbyt ciekawie.


Jednak szybko się to zmienia.

Prawdziwy żołnierz ucieka dopiero po wygranej bitwie

Powiem jeszcze parę słów o bitwach. Niestety, bitwy są w dalszym ciągu bardzo szybkie, jednostki bardzo szybko padają, morale potrafi się załamać nie wiadomo kiedy (miałam sytuacje, że panikowały mi oddziały nie walczące, albo goniące uciekinierów po wygranej bitwie). Dodatkowo śmiertelność generałów jest stanowczo zbyt duża (potrafili mi zginąć w pierwszej szarży). Dodatkowo niektóre obiekty w bitwie posiadają tajemnicze pole siłowe nie pozwalające rozmieścić przy nich jednostki. U strzelców wyłapałam buga, że gdy wyda im się rozkaz ostrzelania czegoś, co jest poza ich zasięgiem, to nie zatrzymują się po złapaniu zasięgu, tylko idą dalej (kilka razy potraciłam strzelców w ten sposób, bo weszli we wroga, którego mieli ostrzelać). AI jest jeszcze głupsze niż na mapie kampanii (na legendarnym podczas mojego szturmu na miasto zniszczył sobie własne mury katapultami). Z tego wszystkiego fakt, że oddziały to armie klonów w kilku wariantach kolorystycznych wydaje się całkowicie nieistotny.


Wielka dziura w palisadzie na flance wydała się przeciwnikowi kompletnie nieistotna.


Sądzicie, że mam kłopoty? Nic bardziej mylnego.

Drobnostki

Zostały dwie drobne rzeczy, o których nie udało mi się wcześniej wspomnieć. Miłą rzeczą jest to, że na mapie kampanii nie ma wszechobecnego użycia broni nuklearnej, obecnie możliwość niszczenia osad do gołej ziemi posiada wyłącznie Asturia, a i ona nie korzysta z tej opcji skwapliwie**. Mniej miłą rzeczą jest tłumaczenie, z którego wyjątkowo zapadli mi w pamięć „Konni szermierze”, którzy są jednostką pieszą (a ja się głowiłam dobrą chwilę dlaczego piechota awansuje do konnicy) oraz „Wybierz łuczników” będący jednostką strzelców w Mercji.


Zniszczone osady w Hiszpanii były takie od początku kampanii, czyżby easter egg?

Pobitewny pył

Sądzę, że powiedziałam już wszystko co trzeba o tym dodatku. Możliwe, że coś pominęłam, jednak jeśli tak jest, to prawdopodobnie pominięte przeze mnie aspekty były mniej istotne w ocenie całości od systemu zmęczenia wojną w czasie kampanii. W moim przypadku dodatek okazał się sporym zawodem. Zbyt mało zawartości, mało naprawionych problemów (zwłaszcza AI) oraz cena. Może, gdyby dodatek cenowo oscylował w okolicach trzydziestu złotych, to inaczej bym na niego patrzyła. W tej chwili jednak wszystkich zainteresowanym polecam poczekać na jakieś porządne przeceny. Ostateczna decyzja należy do was, ja opisałam swoje wrażenia, ponadto na forum w temacie z filmami z Attili możecie znaleźć kończoną w tej chwili przeze mnie serię z Królestwa Karola Wielkiego (mam nadzieję, że z czasem pojawią się tam również filmy innych youtuberów). Zapraszam do dyskusji na forum, a tych, którzy są w posiadaniu dodatku, do podzielenia się wrażeniami.


Wrogowie unicestwieni, Frankowie zjednoczeni, a Cesarstwo Rzymskie odżyło.

Data premiery: 10 grudnia
Grałam: Królestwo Karola Wielkiego (Trudny), Królestwo Mercji (Legendarny)
Cena w dniu premiery: 64 zł (14,99 euro na Steam)

*Co prawda mi znacznie bardziej podobał się wygląd interfejsu w Shogunie 2, jednakże, to już w dużej mierze kwestia gustu.
** W podstawowej kampanii również zaszły zmiany. Z nacji palących regiony są Hunowie i Biali Hunowie, czasem Tanuchidzi. Nacje wędrowne jak Ostrogoci i nacje osiadłe również palą regiony, jednak zdarza się to dużo rzadziej – Arroyo

Latest Comments

  • author image
    Temer says:
    Podejrzewam, że w ten sposób będą chcieli usprawiedliwić sprzedawanie tego typu produkcji po ce...
  • author image
    Orzel94 says:
    Tylko co to zmienia? obie podane gry były samodzielnymi dodatkami do pełnych gier...
  • author image
    Woro89 says:
    Jak Total War, to tylko historyczny !!!...
  • author image
    TUFF says:
    Dobrze jest......
  • author image
    Temer says:
    Do Attili ;)...