Total War - 15-lecie serii

Nadeszła pora na chwilę refleksji odnośnie Total War: Attyla



Po nie zbyt udanym starcie Total War: Rome 2, gdy pojawiła się wiadomość o nowej grze z serii społeczność graczy wyraźnie się podzieliła. Jedni przyjęli za pewnik, że CA pójdzie po najmniejszej linii oporu i nowa odsłona będzie tylko kolejnym skokiem na kasę, z masą DLC i patchów, które dopiero po kilku miesiącach sprawią, że będzie można sensownie pograć. Drugi obóz stwierdził, że może będzie jak w przypadku Empire i CA wyciągnie wnioski z błędów, stworzy coś na miarę Napoleona, który to dopiero pokazał jak powinno wyglądać dopracowane Empire.

I jak czas okazał drugi obóz miał więcej racji, bo nie dość że Total War: Attyla idealnie wpasował się w poprzedni schemat Empire-Napoleon, to i miał mniej bugów oraz zdecydowanie lepszą grywalność na starcie, ale o tym później.

Nie będę wspominał o frakcjach jakie dostaliśmy do dyspozycji, choć tu skutecznie pule z rewitalizowały DLC i FLC, nie będę snuł długiej opowieści. W krótkich słowach postaram się wam przybliżyć co w Attyli mnie urzekło, w jakich aspektach góruje nad poprzednikami.

Zasadniczym aspektem jakim Attyla wyróżnia się spośród poprzednich odsłon, to tryb hordy. Owszem takowe hordy pojawiały się choćby w Medievalu 2 pod postacią Tatarów i Timurydów, ale nie były grywalne. Ta odsłona odmieniła to zupełnie i wprowadziła możliwość pokierowania tego typu hordą, co dało zupełne nowe możliwości, ale też spowodowało konieczność przekonwertowania stylu gry przez starych wyjadaczy serii.


Choć i "tradycjonaliści" dostali sporą dawkę frakcji osiadłych, gdzie po staremu można budować zarówno potęgę militarną jak i ekonomiczną.




Co można zaliczyć Attyli na plus? Kilka rzeczy, a wśród nich rozbudowaną dyplomację, dzięki której, jeśli zbywa nam na złocie możemy wskórać równie wiele jak za pomocą zbrojnej pięści uderzającej we wraży punkt wroga. Oferując odpowiednie zestawienia darów i gróźb można pozbawić oponenta sojuszników, odciąć go od życiodajnego handlu lub też tak dla satysfakcji wciągnąć go sieć intryg.




W porównaniu do Rome 2 dostaliśmy też lepiej zestawione drzewka technologi. Teraz zarówno cywilna jak i wojskowa znajdują się obok siebie na jednym oknie, a nie jak u poprzednika, gdzie było brak możliwości przyjrzenia się takowym technologiom z dalszej perspektywy.
Co też jest sporo zmianą, zbadanie niektórych technologii skutkuje wyłączeniem innych, co w przypadku niektórych nacji ma za cel uwydatnienie przemian kulturowo-społecznych w toku kampanii.




Nieźle też prezentuje się drzewko rodu i co jest z nim powiązane, zarówno mianowanie zarządców poszczególnych prowincji jak i cała polityka rodowa, też rozbudowana w porównaniu do poprzedniej odsłony.



Niestety nie doczekaliśmy się progresu jeśli idzie o możliwość fortyfikowania miast i tu nadal prym wiedzie stolica, co może powodować lekki niedosyt, gdyż sporo osób liczyło na to, że następca R2 zmieni ten aspekt.


Podsumowując, Attyla to jednak kolejny krok do przodu w rozwoju serii, poprawiający niejako niedociągnięcia poprzednika i dający sporo zabawy.

To tyle jeśli idzie o wspomnienia stricte związane z odsłonami serii TW wydanymi przez CA w przeciągu ostatnich piętnastu lat, teraz pozostaje czekać na oficjalne wypuszczenie Areny i małą rewolucję jaką jest Total War: Warhammer oraz mieć nadzieję, że przez kolejne piętnaście lat będziemy otrzymywać coraz lepsze i bardziej dopracowane Total Wary.