Kontynuując szczytną tradycję publikacji artykułów historycznych na łamach naszego serwisu, dziś prezentujemy Wam tekst przybliżający barwne życie jednego z największych wodzów rzymskich. Jego autorem jest nasz forumowicz, niejaki (nomen omen) Belizariusz.
1. Wstęp.
Niniejsza praca jest próbą dokładnego spisania i przedstawienia losów jednego z ostatnich wielkich wodzów świata rzymskiego- Belizariusza. Bohaterem tej pracy będzie człowiek, który przyczynił się do upadku dwóch królestw barbarzyńskich powstałych na gruzach dawnego cesarstwa zachodniorzymskiego. Swoje świetne zwycięstwa i porażki odnosił w imię restauracji dawnego Cesarstwa Rzymskiego, a próby tej podjął się ówcześnie panujący władca Bizancjum- Justynian( 527-565). Niewątpliwie Belizariusz był wybitnym wodzem odnoszącym znaczne sukcesy jednak nie byłoby to możliwe gdyby nie jego zupełny brak ambicji sięgnięcia po najwyższą władzę – purpurę cesarską. W ówczesnym Bizancjum, były wciąż żywe w pamięci władców momenty kiedy to, po najwyższą władzę sięgali świetni i zazwyczaj cieszący się zaufaniem ówczesnych władców dowódcy wojskowi. Przykładem mogą być Aurelian i Probus z III w.n.e. Wszystkiemu była winna zazwyczaj słabość panującego albo jego nieumiejętność prowadzenia legionów w bitwie. Inaczej tę sprawę starali się rozwiązać władcy późniejsi, mianując dowódcami zromanizowanych barbarzyńców, którzy nie mogli aspirować do godności cesarskiej. Jednakże wodzowie ci powoływali i usuwali marionetkowych władców, w których imieniu rządzili (Rycymer, Aspar, Odoaker). Jaskrawym przykładem takiej sytuacji był cesarz Zenon ( 474-475, 476-491) piastujący wcześniej urząd magister militium [1]. Tak więc dla Justyniana błogosławieństwem byli tacy wodzowie jak Belizariusz czy Narses. Jeden był pozbawiony ambicji politycznych a drugi był eunuchem co wykluczało go z możliwości przejęcia władzy. Właśnie brak szerszych ambicji umożliwił Belizariuszowi odnoszenie sukcesów.
2. Wczesnobizantyjska armia i sztuka wojenna.
Bizantyjczycy oparli swoje wojskowe praktyki na tradycjach późnego cesarstwa rzymskiego, chociaż wprowadzili zmianę polegającą na przeniesieniu nacisku z piechoty na jazdę. Wodzowie Justyniana, Belizariusz i Narses, poszerzyli bizantyjskie posiadłości, wykorzystując współdziałanie różnych broni bizantyjskiej armii. Belizariusz, był na tle swoich czasów zdecydowanie wyjątkiem i z całą pewnością zasługuje na miejsce w gronie najznakomitszych wodzów w dziejach. Nie ulega wątpliwości, że Narses, dorównujący Belizariuszowi w dziedzinie koordynacji działań różnych rodzajów sił zbrojnych, sztuki wojennej nauczył się właśnie od niego ( mimo iż był od Belizariusza o 30 lat starszy). Przykładem taktyki stosowanej przez Belizariusza są bitwy pod Dara i Tricameronem, kiedy to stawiał głównie na jazdę czyniąc z piechoty drugorzędne wojska pomocnicze. Zaś jego koncepcje koordynacji działań w pełni rozwinął Narses w bitwach pod Taginae i Casilinum.
Pod względem składu armia bizantyjska różniła się od swej rzymskiej poprzedniczki tym, że dominującą pozycję zajęła w niej raczej jazda niż piechota. To przeniesienie nacisku nastąpiło w wyniku długich kontaktów wojennych z Bliskim Wschodem. Największym zagrożeniem dla Bizancjum od wschodu byli spadkobiercy Partów, perscy Sasanidzi, którzy tak jak ich poprzednicy wykorzystywali do walki niemal wyłącznie lekką i ciężką jazdę. Z tego powodu część ciężkiej jazdy bizantyjskiej, zwanej clibinarii albo katafraktami, wyposażona była w łuki.
Drugie miejsce pod względem roli odgrywanej w bizantyjskich wojskach zajmowała lekka piechota. Bizantyjski piechur nosił na ciele bardzo skromne opancerzenie i wyposażony był w klejony z kilku warstw drewniany łuk i kołczan z 40 strzałami, małą tarczę oraz topór do walki wręcz. Piechota nieobyta z łukami nosiła oszczepy. Działania wojenne na wschodzie przeciwko konnym łucznikom pokazywały przewagę takich pieszych łuczników nad konnymi łucznikami przeciwnika, ponieważ lekka piechota wystrzeliwała strzały na większą odległość, mając pod nogami bardziej stabilną ziemię.
Lekka piechota bizantyjska wspierana była na polu bitwy przez piechotę ciężkozbrojną, wzorowaną na klasycznej piechocie rzymskiej. Ciężkozbrojny piechur nosił pierścieniowe albo blaszkowe opancerzenie i hełm oraz dużą okrągłą tarczę. Wyposażona w długie włócznie i miecze bizantyjska piechota ciężka formowała na polu bitwy falangi o głębokości od 8 do 16 szeregów. Ciężkozbrojna piechota stanowiła zazwyczaj drugą linię za jazdą, powierzając katafraktom złamanie szyku przeciwnika i dopiero potem ruszając do natarcia, albo zajmowała pozycję środkową, mając jazdę na skrzydłach.
Nas początku VI wieku doszło do reorganizacji armii bizantyjskiej. Dawną rzymską organizację zastąpił nowy podział wojska na trzy kategorię żołnierzy- numeri, foederati i bucellari. Numeri byli regularnym wojskiem cesarstwa, złożonym zarówno z jednostek piechoty, jak i kawalerii, chociaż z czasem wciąż postępował spadek ich bitewnych umiejętności. Foederati stanowili wówczas czysto najemną siłę złożona z jednostek barbarzyńców, przeważnie Hunów. Bucellari byli uzbrojonymi członkami świty arystokratów, którzy dodatkowo składali lenniczą przysięgę na wierność bizantyjskiemu cesarzowi.[2]
3. 526-531. Wojna z Persją.
Belizariusz urodził się ok. 505 roku na pograniczu Tracji i Illyricum- w miejscowości Germania identyfikowanej z Saparevską Banją w Bułgarii. Imię jego było prawdopodobnie imieniem trackim. Przypuszczalnie należał do zromanizowanej i zamożnej trackiej rodziny a jego ojciec mógł być miejscowym ziemianinem. To tłumaczy dlaczego od razu rozpoczynał swoją służbę wojskową jako oficer gwardii przybocznej Justyniana. Niestety nic nie wiadomo o jego rodzinie. Po odniesieniu sukcesu i zrobieniu kariery nie sprowadził do stolicy żadnych swoich krewnych. Źródła podają, że był wysokim, przystojnym i ognistym młodzieńcem, wręcz idealnym obrazem młodego oficera kawalerii. W Konstantynopolu roiło się wówczas od takich młodych, zdolnych oficerów, ale Belizariusz wykazywał zalety , które wyróżniały go spośród innych i sprawiły, że znalazł się w sztabie naczelnego wówczas wodza sił zbrojnych- Justyniana.
W 526 roku młody Belizariusz wraz z innym, świetnie się zapowiadającym młodym oficerem – Sittasem, zostaje dowódcą armii ( dux Mesopotamiae ) mającej najechać region imperium Sassanidów zwany Persarmenią. Do momentu konfrontacji z liczniejszą armią perską, wszystko szło dobrze i udało im się zebrać pokaźne łupy, ale Persom w polu nie sprostali. Pomimo tego niepowodzenia, Justynian był zadowolony ze swoich oficerów. Prawdopodobnie wyprawa ta miała na celu zademonstrowanie potencjału rzymskiego na pograniczu, a nie wszczynanie poważniejszej wojny.
W roku 528 Belizariusz otrzymał zadanie zbudowania fortu w Mindous nieopodal Nisibis. Jednak wobec zdecydowanej reakcji wroga nie udało się mu utrzymać Mindous. Chociaż obie pierwsze operacje Belizariusza zakończyły się niepowodzeniem, jego kompetencja i lojalność sprawiły, że Justynian, który po śmierci swojego wuja Justyna w 527 roku został jedynym cesarzem z czasem mianował go na coraz wyższe stanowiska . W 530 roku Belizariusz został dowódcą jednej z pięciu istniejących wówczas armii z tytułem- Magister Militium per Orientem ( ,, Mistrz Żołnierzy Wschodu”). Szefem sztabu młodego wodza był Hermogenes, starszy wiekiem oficer mający wspierać swą radą Belizariusza. W otoczeniu wodza znajdował się również, historyk Prokopiusz z Cezarei autor m.in. Historii sekretnej ,O wojnach. Pełniąc to stanowisko Belizariusz odniósł swój największy sukces na polu bitwy, mianowicie pokonał o wiele liczniejszą i lepszą armie perską w pobliżu fortecy Dara.
Rok 529 upłynął na negocjacjach, ale Justynian pomimo tego równocześnie przygotowywał się do wojny. To sprawiło, że Belizariusz miał armie liczącą 25 000 ludzi, co na owe czasy stanowiło ogromną siłę. Wartość bojowa piechoty była niska, ze względu na teren sprzyjający działaniom kawalerii. Piechurzy ci dotychczas byli używani głównie do akcji policyjnych, a nie do prawdziwych działań wojennych. O wiele lepsza była rzymska kawaleria, złożona z 1200 Hunów, 300 Herulów oraz ok. 1000 bucelarii. Buceralii żyli na koszt dowódcy i dlatego ich nazwa pochodziła od wojskowych sucharów z grubo mielonej mąki, ale składali przysięgę na wierność cesarzowi. Była to ciężka kawaleria ; jeźdźcy nosili pancerze i byli wyposażeni we włócznie lub dwuręczne lance oraz kompozytowe łuki. Bucelarii Belizariusza byli wyszkoleni wyjątkowo dobrze, nawet jak na standardy doborowych oddziałów.
Do bitwy pod Dara doszło w czerwcu 530 roku. Armia perska liczyła około 40 000 żołnierzy pod dowództwem Peroza, należącego do arystokratycznego rodu Mihrab. Peroz przed bitwą otrzymał znaczne posiłki w liczbie 10 000 żołnierzy z garnizonu w Nisbis. Persowie mieli głównie ciężką jazdę, złożoną z noszących pancerze i dosiadających opancerzonych wierzchowców katafraktów. Byli oni uzbrojeni w łuki przez co woleli walczyć na dystans, lecz w razie konieczności przechodzili również do bezpośredniego starcia. Ponadto perski dowódca dysponował elitarną rezerwą w postaci 10 000 Nieśmiertelnych- wzorowanych na dawnej gwardii przybocznej Achemenidzkich władców z czasów, zanim Aleksander Wielki zniszczył imperium perskie.
Prokopiusz opisuje, że Persowie byli wyjątkowo pewni siebie i rozbili obóz zaledwie kilka kilometrów od rzymskich pozycji. Doszło nawet do tego, że dumny perski wódz wysłał do Belizariusz posłańca z prośbą, aby przygotowano dla niego w Dara łaźnię na wieczór. W rzeczywistości jednak on i jego żołnierze byli poruszeni widokiem rzymskiej armii, ponieważ Belizariusz świetnie przygotował się do tej bitwy. Wybrał pozycję odległą zaledwie o kilkaset metrów od głównej bramy fortu. Mając z lewej strony wzgórze, Rzymianie umocnili swoją pozycję fosą. Pośrodku wykopali rów, który z obu stron zakręcał do tyłu pod kątem 90 stopni i kończył się prostymi odcinkami biegnącymi równolegle do środkowego. Za rowem Belizariusz sformował linię złożoną z całej piechoty i prawdopodobnie niewielkiej części jazdy. W odwodzie miał wyłącznie kawalerię. Przed rowem, w narożnikach utworzonych przez prostopadłe odcinki, stanęły dwa oddziały liczące po 600 Hunów. Lewym dowodzili Sunikas i Ajgan, prawym zaś Simmas i Askan. Resztę rzymskiej jazdy podzielono na dwa skrzydła. Na czele lewego stali Bouzes i Faras, dowodzący Herulami. Kawaleria na prawym skrzydle miała, aż pięciu dowódców; Jana, syna Niketasa, Cyryla, Marcellusa, Germanusa i Doroteusza.
Rzymska armia zajmowała świetną pozycję obronną. Belizariusz stosując starą rzymską zasadę sztuki wojennej otoczył swoją armię, ziemnymi wałami i fosą. Jednak w porównaniu z Cezarem i Sullą stosującymi podobne metody osiągnął perfekcje, obmyślając układ fosy chroniącej niemal cały front swoich wojsk. Prawdopodobnie w normalnych warunkach Peroz nie przyjąłby bitwy mając przeciwnika na tak korzystnych pozycjach. Jednak król perski Kavadh ( 488-531) kazał mu zdobyć Dara za wszelką cenę i dlatego, przeznaczył do tego celu połowę swoich wojsk przygotowanych na wojnę z Rzymianami. Tak więc Peroz musiał atakować.
Pierwszego dnia nie zaryzykował ataku i obie armie przez długie godziny stały naprzeciwko siebie, nie wykonując żadnego manewru. Kolejny dzień upłynął na wymianie posłańców; Rzymianie próbowali skłonić Persów do ustąpienia i zostali oskarżeni o brak wiary przez Peroza, który kazał przybić ich listy do drzewca swojego sztandaru. Właśnie tego dnia otrzymał wsparcie w sile 10 000 ludzi z Nisbis. Następnego ranka obaj dowódcy zaczęli formować swoje armie do bitwy. Persowie ustawili się w dwóch liniach, z piechotą pośrodku i jazdą na skrzydłach. Peroz trzymał Nieśmiertelnych w odwodzie, przykazawszy im, aby nie ruszali naprzód dopóki nie dostaną wyraźnego sygnału. Sam zajął miejsce przy piechocie, której zadaniem było unieruchomienie rzymskiej piechoty samą swoją obecnością i zapewnienie osłony, za którą mogłaby się schronić jazda. Lewym skrzydłem, na którym znajdował się silny kontyngent dzikich Kadisenów, dowodził Pityaxes, prawym zaś Barasmanas. Po zajęciu pozycji Persowie czekali wiele godzin, stojąc w miejscu. Prokopiusz wyjaśnia, że Rzymianie zwykli jadać w południe, a Persowie dopiero pod koniec dnia, więc Peroz miał nadzieję, że stanie w palącym czerwcowym słońcu osłabi przeciwnika bardziej niż jego ludzi. Tymczasem Rzymianie postanowili zmienić nieco formację, za sprawą pomysłu Farasa, który zaproponował, że ze swoimi Herulami skryje się za wzgórzem na lewym skrzydle i gdy Persowie rozpoczną atak uderzy znienacka, ostrzeliwując ich i zada im poważne straty.
Bitwa zaczęła się po południu, gdy perska jazda zaatakowała na obu skrzydłach. Obie armie zasypały się nawzajem gradem strzał, ale Persowie strzelali pod wiatr, co zmniejszało ich siłę rażenia. Gdy perskim oddziałom jazdy z pierwszej linii zabrakło amunicji, zastąpili je konni z drugiej linii, aby utrzymać siłę naporu na przeciwnika. Jednak kiedy i im skończyła się amunicja, rozpoczęli szarżę. Zaciekły atak Kadisenów przełamał rzymskie lewe skrzydło. Widząc, że kawaleria wroga osiąga przewagę, Sunikas i Ajgan poprowadzili swoich Hunów do kontrataku. Nim doszło do starcia, Faras zdążył wyprowadzić Herulów zza wzgórza i zaatakować wroga od tyłu. Perskie prawe skrzydło ogarnęła panika.
Gdy prawe skrzydło jego armii rzuciło się do ucieczki, Peroz przeniósł ciężar ataku na lewe, wzmocnione Nieśmiertelnymi. Widząc ten manewr, Belizariusz rozkazał Sunikasowi i Ajganowi wspomóc swoje prawe skrzydło. Reszta kawalerii z odwodów została wysłana za Hunów, aby uderzyć z flanki na każdą jednostkę wroga, która próbowałaby zaatakować rzymskie prawe skrzydło. Ludzie Barsamasa, których natarcie odzyskało impet dzięki wsparciu Nieśmiertelnych, zmusili do odwrotu znajdującą się naprzeciw nich rzymską kawalerię i ruszyli za nią w pościg. Wtedy Hunowie zaatakowali odsłoniętą flankę Persów, przebijając się przez masę konnych i odcinając ich od reszty armii. Wówczas perscy jeźdźcy zaprzestali pościgu i rozpaczliwie próbowali przedrzeć się do własnych linii.
W tym samym czasie atakowani równocześnie z kilku stron przez rzymską jazdę, żołnierze Barsamasa nie mieli miejsca na wykonywanie manewrów i nie mogli przejść do szarży, nie odsłaniając własnej flanki lub tyłów. Wówczas Sunikas zabił perskiego generała, a śmierć Barsamasa pozbawiła jego ludzi resztek pewności siebie. Ci, którzy mogli rzucili się do ucieczki , a ich przerażenie udzieliło się piechurom, którzy porzucili broń i tarcze i przyłączyli się do nich. Belizariusz i jego oficerowie powstrzymali ludzi od dalszego pościgu, zdając sobie sprawę, że rozproszeni i na zmęczonych koniach stanowiliby łatwy cel kontrataku dla nawet niewielkiego oddziału wroga. Trzon armii Kavadha został pokonany w tej bitwie, a jej dowódca Peroz, został pozbawiony zdobnej złotem i perłami przepaski symbolizującej jego rangę. Bitwa ta była największym zwycięstwem w polu Belizariusza, w całej jego karierze oraz postawiła go w gronie najlepszych rzymskich dowódców w historii.
Wykorzystując w zręczny sposób pozycje obronne Belizariusz zaczekał, aż przeciwnik spróbuje okrążyć jego siły z obu stron, a następnie pokonał go na jednym skrzydle, rozgromił na drugim, wreszcie rozproszył formacje środkowe. Bitwa pod Daras ilustruje dominację jazdy w taktyce Bizantyjczyków. Mimo iż obecna tu była bizantyjska piechota, odegrała ona jednak jedynie rolę wsparcia. Belizariusz odniósł sukces, neutralizując przewagę przeciwnika w siłach piechoty dzięki ustawieniu własnej piechoty za potężnymi szańcami, dzięki czemu wyłączył z walki piesze siły obu stron. Potem skoordynowane natarcia bizantyjskiej jazdy zapewniły mu zwycięstwo.
W następnym roku 15 000 Persów, prowadzonych przez arabskich sojuszników, zaatakowało w niespodziewanym dla rzymskiego dowództwa miejscu nad Eufratem, daleko na południe od dotychczasowego teatru działań wojennych. Atak ten zaskoczył Belizariusza i zmusił go do przesunięcia armii w pobliże Kallinikum przez co stracił dużo cennego czasu. Planował demonstrację siły, która skłoniła by Persów do szybkiego odwrotu. Nie dążył do kolejnego walnego starcia, gdyż dysponował około 20 000 ludzi w tym znaczną ilością świeżych rekrutów, którzy nie przedstawiali wysokiej wartości bojowej. Persowie widząc zbliżającą się armię rzymską zarządzili odwrót, nie przejawiając większej ochoty do walki. Belizariusz postanowił iść za nimi w pewnej odległości. Decyzja ta nie spodobała się jego oficerom i żołnierzom. W Wielki Piątek 18 kwietnia 531 roku Persowie dotarli do Kallinikum i znaleźli się na skraju jałowych i rzadko zaludnionych terenów, na których nie możliwością było znalezienie żywności dla większej liczby żołnierzy.
Świadomość , że mają do wyboru wkroczyć na ten teren lub pozwolić Persom uciec , w końcu sprowokowała rzymskich żołnierzy do otwartego sprzeciwu. Wojsko chciało bitwy wbrew swojemu wodzowi. Belizariusz prosił i błagał żołnierzy, przekonując ich, że w obecnej sytuacji bitwa nie ma sensu kiedy przeciwnik już się prawie wycofał z ich terenów. Jednak to nie pomogło, żołnierze nie dali się przekonać. Zaczęli ubliżać wodzowi, chcąc go skłonić, by przyznał, że tylko poddawał próbie ich odwagę sprzeciwiając się walce i że zamierza podjąć walkę. Odmowna odpowiedź Belizariusza postawiła go w takiej sytuacji w jakiej znalazł się Julian Apostata pod Argentoratum (357 rok) kiedy, został zmuszony przez własną armię do walki na warunkach, które uważał za niesprzyjające. Niestety w tym przypadku jego ocena okazała się słuszna, gdyż bitwa zakończyła się porażką. Nie mając jak pod Dara, starannie przygotowanych pozycji, armia rzymska nie sprawdziła się w walce konnej i straciła 800 żołnierzy oraz większość swoich sprzymierzeńców. Belizariusz uciekł jako jeden z ostatnich walcząc pieszo ze swoim sztabem i ze swoimi bucelarii, osłaniając bezwładny odwrót swojej pokonanej armii.
Wprawdzie porażka była znaczna jednak, nie pozbawiła Rzymian tego co osiągnęli pod Dara. Śmierć Kavadha jesienią 531 roku odebrała impet perskiemu wysiłkowi wojennemu i wkrótce rozpoczęto negocjacje pokojowe z Chosroesem( 531-579), które zakończyły się podpisaniem ,,pokoju wieczystego”.[3]
4. 532. Powstanie Nika.
Na przełomie 531/532 roku Belizariusz został odwołany do Konstantynopola. Nie była to jednak kara za klęskę. Justynian zamierzał powierzyć młodemu wodzowi dowództwo nad wyprawą do Afryki. Pobyt wodza w stolicy niespodziewanie uratował życie cesarza. Belizariusz stanął bowiem u jego boku w czasie powstania Nika. Jednak zanim doszło do powyższego wydarzenia Belizariusz poślubił Antoninę. Była ona od niego znacznie starsza i była bliską przyjaciółką Teodory i, podobnie jak cesarzowa, występowała kiedyś jako aktorka. W odróżnieniu od Belizariusza, który był jej nadzwyczaj wierny zdradzała go przez cały okres ich małżeństwa najpierw po kryjomu, a potem otwarcie w sposób bezwstydny. Jeden z jej romansów przyczynił się nawet do porażki, jednej z prowadzonych przez jej męża kampanii. Jednak wbrew temu co pisał o niej Prokopiusz, była kobietą obdarzoną wielkimi zaletami ducha i umysłu. Towarzyszyła mężowi prawie we wszystkich jego kampaniach.[4] Podobno miała liczne potomstwo, jednak do teraz zachowały się tylko wzmianki o Focjuszu i córce Joaninie, którą miała z Belizariuszem a która poślubiła wnuka Teodory- Anastazjusza. Z tego co wiadomo, Belizariusz prawdopodobnie ulegał każdej zachciance żony. Może nawet pomimo tylu zdrad o których musiał wiedzieć, jej bliskość sprawiała mu przyjemność. Najprawdopodobniej popadł wcześnie w uczuciową zależność od niej, co uniemożliwiało zerwanie. Dlatego należy włożyć między bajki twierdzenie Prokopiusza jakoby omotała go, różnymi czarnoksięskimi sztuczkami.[5]
Rebelia, która zagroziła cesarzowi i uczyniła z Belizariusza podporę władzy, zaczęła się od walk między stronnictwami cyrkowymi- Zielonych i Błękitnych. Prefekt miasta polecił aresztować i stracić prowodyrów zajść. 13 stycznia 532 roku w hipodromie oba stronnictwa zjednoczyły się i z okrzykiem Nika! ( Zwyciężaj!) opanowały pałac prefekta. Zbuntowany tłum domagał się dymisji prefekta miasta Eudajmona oraz ministrów cesarskich Jana z Kapadocji oraz Tryboniana odpowiedzialnych według nich za wszelkie ich nieszczęścia. Cesarz chcąc opanować sytuacje poszedł na ustępstwa i zdymisjonował nie popularnych ministrów. Jednak tłumowi, który zakosztował władzy tego było mało. 18 stycznia tłum pochwycił starego wodza Hypatiosa- siostrzeńca cesarza Anastazjusza- i proklamował go cesarzem. Nieszczęsny wódz został osadzony w cesarskiej loży w hipodromie. Belizariusz na czele swoich herulskich najemników bezskutecznie usiłował zdobyć lożę i pojmać Hypatiosa. Szturm nie powiódł się, a część gwardii odmówiła posłuszeństwa. Upadek Justyniana wydawał się przesądzony. Cesarz chciał uciekać z miasta. Uratowała go zdecydowana postawa żony Teodory, która oświadczyła, że purpura cesarska jest najwspanialszym całunem i nie zamierza z niego rezygnować.[6] Zawstydzeni taką postawą cesarzowej zwolennicy Justyniana- Belizariusz, Mundus i Narses, podjęli jeszcze jedną próbę. Belizariusz i Mundus uderzyli na skotłowany tłum, siekąc go bezlitośnie natomiast Narses odciął drogę odwrotu uciekającym i dopełnił dzieła zniszczenia. Wojsko urządziło wielką rzeź- zginęło około 30 000 ludzi. Inni wodzowie pojmali Hypatiosa, który został stracony dzień później. Justynian pozostał na tronie, a Belizariusz wszedł do kręgu najbliższych współpracowników cesarza.
5. 533-534. Wojna z Wandalami.
W czerwcu 533 roku Justynian powierzył Belizariuszowi dowództwo wyprawy przeciw państwu Wandalów w Afryce. Powodem najazdu był polityczny przewrót w Kartaginie. Król Wandalów Hilderyk, został zdetronizowany przez Gelimera, prawnuka wodza Wandalów Genzeryka, który w 455 złupił doszczętnie Rzym. Hilderyk był wasalem Justyniana i jego wezwanie o pomoc skierowane do bizantyjskiego cesarza dostarczyło pretekstu do wysłania wojsk, które miały przywrócić bezpośrednie zwierzchnictwo Bizancjum w Afryce Północnej.
Belizariusz miał do dyspozycji 500 okrętów( w tym około 90 galer wojennych), na których znajdowało się- ok. 16 000 żołnierzy. Oprócz regularnych oddziałów rzymskiej armii, byli tam foederati- najemni barbarzyńcy spoza cesarstwa- oraz liczny oddział bucelarii na prywatnym utrzymaniu Belizariusza. Wodzowi zostali przydzieleni oficerowie- Doroteusz, Ajgan i eunuch Salomon. Wykorzystując zaangażowanie króla Wandalów- Gelimera (530-534), który zajęty był tłumieniem buntu na Sardynii[7] i kampanią przeciw zbuntowanym plemionom mauretańskim, flota bizantyjska bezpiecznie przepłynęła Morze Śródziemne. Przed lądowaniem na wybrzeżu afrykańskim Rzymianie zatrzymali się na krótko na Sycylii, aby odnowić zapas słodkiej wody i zaopatrzyć się w świeżą żywność.[8] Ostatecznie flota rzymska wylądowała na wysokości przylądka Caput Vada.[9]
Po wysadzeniu wojsk na ląd Belizariusz zbudował ufortyfikowany obóz i rozesłał z niego po okolicy heroldów, którzy mieli wyjaśniać, że interwencyjne wojska Rzymian nie przybyły po to, żeby karać ludność, ale by wymierzyć sprawiedliwość Gelimerowi. Musiało to zadziałać, gdyż Belizariusz posuwał się nie niepokojony wzdłuż wybrzeża ku północy, w kierunku starożytnej Kartaginy. Wysłał awangardę złożoną z 300 koni dowodzoną przez Jana, aby osłonić marsz pozostałej armii. Jej lewe skrzydło chronione było przez 600 Hunów, tak zwanych foederati, podczas gdy na prawym śladem armii posuwała się flota. 13 września straż przednia Jana dotarła do przełęczy Ad Decimum ( na 10 kamieniu milowym od Kartaginy).
Gdy wieść o zbliżaniu się rzymskiej awangardy dotarła do Kartaginy do Gelimera, kazał on ściąć Hilderyka i jego krewnych, po czym przygotował się do ataku na najeźdźców. Obrana przez niego strategia była ryzykowna i opierała się na regułach dotyczących manewru i koncentracji. Polecił swemu bratu Ammatusowi, dowódcy Kartaginy, wyruszyć w pole i związać straż przednią Bizantyjczyków, sam zaś zabrał większość wojsk Wandalów i zamierzał natrzeć na tyły głównych sił Belizariusza. Trzecim składnikiem strategii Gelimera był jednoczesny atak jego bratanka Gibamunda, który miał ruszyć wzgórzami po stronie zachodniej i zaatakować lewe skrzydło najeźdźców. Jednakże odniesienie sukcesu wymagało dokładnej koordynacji nie dwóch, ale trzech kolumn, a jest to trudne zadanie dla każdej armii w każdym okresie.
To co wydarzyło się następnie, było wynikiem braku synchronizacji. 13 września Ammatus opuścił Kartaginę i uderzył na awangardę Bizantyjczyków zanim Gelimer i Gibamund znaleźli się na pozycjach. Ammatus odniósł śmiertelną ranę, a jego wojska poddały się panice i uciekły. Następnie uderzył Gibamund i został rozgromiony przez boczną straż Hunów. Trzeci oddział Wandalów, poszarpany wskutek posuwania się przez górzystą okolicę, nie natrafił na tyły głównych sił bizantyjskich i uderzył na czoło bizantyjskiej kolumny, która była teraz nieosłonięta przez awangardę Jana, przedzierającą się właśnie do Kartaginy celem jej złupienia. Nagłe natarcie Gelimera odepchnęło Bizantyjczyków do tyłu i wyglądało na to, ze koło fortuny obróciło się na korzyść Wandalów, kiedy Gelimer odkrył na polu bitwy martwe ciało brata,. Wstrzymał natarcie, żeby pogrzebać Ammatusa i stracił bitewny impet. Belizariusz przegrupował swoje siły i przeprowadził kontratak, zmiatając Wandalów z pola bitwy.
Dwa dni później- 15 września- armia rzymska wkroczyła do Kartaginy, witana przez wiwatujący lud. Belizariusz trzymał wojsko w ryzach żelaznej dyscypliny, dbając szczególnie o życzliwość mieszkańców. Dochodziło nawet do sytuacji, kiedy żołnierze płacili w sklepach za potrzebne im rzeczy. Podjął on również przebudowę umocnień miasta pod kątem własnych potrzeb. Gelimer cofnął się na odległość 100 mil i wezwał swego brata Tzazona z Sardynii, gdzie tłumił on rebelię. Po otrzymaniu wzmocnienia pomaszerował na Kartaginę, zatrzymując się 18 mil od miasta koło wioski Tricameron. Zebrawszy informacje o nieprzyjacielu, Gelimer dowiedział się, że między Belizariuszem i jego sprzymierzeńcami Hunami dochodzi do spięć. Szpiedzy Wandalów zaoferowali Hunom wielkie nagrody, jeśli w najbliższym starciu zwrócą się przeciwko Bizantyjczykom. Ale Gelimer nie wiedział, że Belizariusz zwietrzył intrygę i zaoferował Hunom większe sumy, jeśli dochowają wierności. Hunowie przyjęli jego ofertę, chociaż wódz ten uświadomił sobie teraz, że lojalność jego foederati jest wątpliwa.
Niepewny czy sprzymierzeńcy go nie zawiodą, Belizariusz postanowił wydać nieprzyjacielowi bitwę. Tym razem stanął wobec wrogiej armii liczącej około 50 000 ludzi (w większości jazdy) w przybliżeniu trzy razy większej od jego ekspedycyjnych wojsk. W połowie grudnia wysłał prawie całą swoja jazdę (4500 koni) pod dowództwem Jana w kierunku Tricameronu, a następnego dnia wyruszył z piechotą i 500 konnym oddziałem odwodowym i rozbił obóz w pewnej odległości od pozycji Gelimera. Następnego ranka wódz Wandalów wyprowadził swoją armię z obozowiska i natknął się na Jana i jego kawalerzystów, którzy właśnie przygotowywali sobie południowy posiłek. Zamiast wykorzystać sposobność i zaatakować Gelimer czekał, aż Bizantyjczycy wsiądą na koń. Jan podzielił swoich ludzi na trzy oddziały, stając na czele środkowego, a potem pchnął posłańców do głównego obozu Bizantyjczyków. Belizariusz natychmiast poprowadził swoich 500 kawalerzystów dla wsparcia Jana, polecając swojej piechocie, żeby podążała za nim szybkim marszem. Tymczasem Gelimer dał rozkaz własnej kawalerii, żeby sformowała się w szyku, który był lustrzanym odbiciem formacji przeciwnika, dzieląc swoje siły na trzy części i powierzając dowodzenie środkiem swemu bratu Tzazonowi. Gelimer rozkazał swoim żołnierzom, żeby zamienili łuki na miecze, przedkładając w zasadzie w nadchodzącym starciu siłę uderzenia nad walkę na dystans.
Bitwa pod Tricameronem rozpoczęła się po dłuższej przerwie, gdy Jan z małym oddziałem doborowej kawalerii przekroczył strumień i natarł na środek formacji Wandalów, ale został odepchnięty. Następnie natarł powtórnie nieco większymi siłami i znowu został odparty. Być może uważając, że padł ofiarą zbyt dużego pecha, zaatakował po raz trzeci na czele gwardzistów i włóczników, którzy wrzeszczeli ze wszystkich sił. W bitewnym zamęcie zabity został Tzazon. Dotarłszy na miejsce, Belizariusz rozkazał pozostałym dwom szwadronom jazdy natrzeć na załamujący się gwałtownie środek, co przyspieszyło całkowite rozgromienie. Kiedy cała jazda Wandalów poszła w rozsypkę, Hunowie dołączyli do pościgu, zmuszając pozostałych kawalerzystów germańskich do wycofania się do ich obozu. Bitwa nie pociągnęła za sobą wielu ofiar. Padło około 50 Bizantyjczyków, podczas gdy Wandalowie utracili około 800 ludzi.
Wiedząc, że nie może natrzeć na obóz Wandalów bez piechoty, Belizariusz cierpliwie czekał na przybycie swych pieszych sił. Gelimer poddał się panice, widząc, że Bizantyjczycy zaczynają otaczać jego obóz. Dosiadł po kryjomu konia i wymknął się pod nosem przeciwnika, a potem uciekł w góry po zachodniej stronie. Pozbawieni wodza Wandalowie prędko ruszyli za nim, oddając obóz w ręce Bizantyjczyków. Wojska Belizariusza wkroczyły do środka i zapominając o dyscyplinie, rzuciły się do plądrowania. W jednej chwili zwycięska armia Belizariusza zamieniła się w bezładną masę rabusiów, co doskonale ilustrowało słabość tych głównie najemnych wojsk. Gdyby Wandalowie przeprowadzili w tym momencie śmiały atak to zdaniem bizantyjskiego historyka Prokopiusza niemal nie ulegało wątpliwości, że najeźdźcy doznaliby klęski. Jan poświęcił następne trzy miesiące na wytropienie i schwytanie Gelimera.
Po bitwie rozpoczął się świetny marsz po państwie Wandalów w trakcie, którego Rzymianie zdobywali bez większych problemów- Hipponę( gdzie zdobyli skarbiec królewski), Sardynię, Korsykę, Baleary, Cezareę mauretańską i twierdze Septem.. Państwo Wandalów przestało istnieć.[10] Dokonał tego rzymski wódz Belizariusz w przeciągu zaledwie kliku miesięcy i po raz kolejny udowodnił Justynianowi, że należy mu się palma pierwszeństwa wśród cesarskich dowódców. Jednak los sprawił, że Belizariusz znalazł się jeszcze raz na krótko w Afryce w czasie pierwszej kampanii italskiej ( 535-540), aby stłumić bunt swoich dawnych żołnierzy.[11]
Latem 534 roku zwycięski wódz powrócił nad Bosfor. Belizariusz został powitany przez Justyniana z wielką pompą i obsypany deszczem zaszczytów. Cesarz wskrzesił specjalnie dla niego, dawną tradycje odbywania tryumfalnych wjazdów do stolicy zwycięskich wodzów. Był to pierwszy od ponad 500 lat triumf człowieka nie należącego do rodziny cesarskiej.[12] Belizariusz odbył swój tryumf idąc pieszo przez cały Konstantynopol. Wśród łupów niesionych podczas procesji były kosztowności zdobyte przez Tytusa w Jerozolimie, później wywiezione z Rzymu przez Wandalów w 455 roku. W pochodzie zwycięskiego wodza brali udział pokonany król Gelimer[13] oraz postępujący za nim, najroślejsi i najpiękniejsi z Wandalów. Po dojściu do hipodromu Gelimer został zmuszony do upadnięcia na twarz przed parą cesarską, natomiast zwycięski wódz- bohater uroczystości- oddał Justynianowi według panującego na wschodzie zwyczaju- proskynesis, upadając tak nisko, że czołem dotknął czubka cesarskiego trzewika. Kolejnym zaszczytem dla Belizariusza było minowanie go konsulem na następny rok. W dniu 1 stycznia 535 roku w dzień objęcia przez siebie konsulatu, jego pochód inauguracyjny stał się powtórzeniem niedawnego tryumfu. Tego samego dnia przyjął tytuł patrycjusza. Natomiast Justynian rzucił mu nowe wyzwanie- miał odzyskać dla cesarstwa utraconą na rzecz Ostrogotów Italię.
6. 535-541. wojna z Ostrogotami.
W 535 roku rozpoczęła się długa wojna o przywrócenie panowania rzymskiego w Italii.Pretekst do interwencji w Italii, co stanowiło część planu odbudowy Cesarstwa Rzymskiego, dało Justynianowi zamordowanie królowej Ostrogotów Amalasunty przez współrządzącego z nią Teodahada. Wojna zaczęła się od lądowania Belizariusza z 7500 żołnierzami na Sycylii. Dzięki przychylnej postawie miejscowej ludności Sycylia została opanowania bez bitwy. Krótki opór stawił jedynie gocki garnizon w Palermo. Właśnie w czasie swojej bytności na Sycylii, Belizariusz został zmuszony do interwencji w Kartaginie, aby zażegnać niebezpieczeństwo grożące miastu ze strony Maurów i rebeliantów oraz stłumić bunt tamtejszych żołnierzy rzymskich w armii Salomona. Wysłał on tam 1000 żołnierzy, którzy wraz z 2000 wiernych Salomonowi ludzi pokonali 8000 siły buntowników i natychmiast wrócili na Sycylię. Mniej więcej w tym samym czasie Teodahad wystąpił z ofertą pokojową wobec Justyniana.
Jeszcze przed desantem Belizariusza w Italii, doszło do bitwy pod Soloną. Licząca zaledwie 4000 żołnierzy armia bizantyjska, która pod dowództwem Mundasa wkroczyła do Dalmacji, została pobita przez przeważających liczebnie Gotów. Skłoniło to Teodahada do wycofania niedawnej oferty pokojowej.
Przez bunt w Kartaginie dopiero w lecie 536 roku armia rzymska mogła wylądować w południowej Italii. Kampania zaczęła się od długiego i ciężkiego oblężenia Neapolu, który zdobyto w momencie gdy Rzymianie odkryli zapomniany tunel starego akweduktu, który prowadził do miasta. Jednocześnie sprzymierzeni z Justynianem Frankowie szykowali się do przejścia przez Alpy. W tej sytuacji Goci zrzucili z tronu nieudolnego Teodahada i obrali w jego miejsce Witigesa, który po zamordowaniu poprzednika zabezpieczył sobie tyły, kupując neutralność Franków i oddając im w zamian Prowansję.
W grudniu dzięki pomocy mieszkańców i papieża Sylweriusza, Rzym został zdobyty bez walki. Ponieważ Witigesowi udało się zgromadzić w północnej Italii pokaźną armię, Belizariusz przerwał dalszy marsza na północ, oczekując posiłków, o które usilnie prosił Justyniana i poświęcił się przygotowywaniem Rzymu do obrony, ściągając do miasta obfite zapasy żywności i odnawiając mury obronne. Belizariusz miał zaledwie 5000 ludzi, połowę z nich stanowiła jednak jego gwardia przyboczna, świetnie wyszkolona i złożona z samych weteranów. Dodatkowo powołał on pod broń około 20 000 mieszkańców Rzymu, przydzielając ich do służby na murach.
Oblężenie trwało rok i dziewięć dni ( 2 marca 537- 12 marca 538). Witiges pojawił się pod Rzymem na czele armii liczącej około 50 000 żołnierzy (źródła przesadnie podawały, że liczyły 150 000). Oddziały dokonujące wypadów za mury stoczyły 69 potyczek z Gotami. Sam Belizariusz był praktycznie wszędzie obecny: bronił murów, wyprowadzał za miasto zbrojne podjazdy, organizował z cywilnej ludności oddziały robocze, uprzedzał zamiary nieprzyjaciela i przykładem własnego męstwa dodawał ducha żołnierzom.[14] Wtiges próbował wziąć Rzym szturmem, ale intensywny ostrzał z łuków i katapult zmusił go do odwrotu (21 marca 537). Oblegający byli zbyt nieliczni, by zamknąć miasto szczelnym pierścieniem- Belizariusz w miarę swobodnie komunikował się ze światem zewnętrznym, do Rzymu docierały bez przeszkód uzupełnienia, a nawet zaopatrzenie. Dopiero na rozpaczliwe prośby oblężonego wodza, Justynian przysłał posiłki złożone przeważnie z bitnych i wyszkolonych na modłę rzymską Słowian i Bułgarów. Ich przybycie odmieniło stosunek sił. Witiges poniósł kilka porażek taktycznych, a jego straty zaczęły wzrastać. Jednak nie przerwało to oblężenia. W trakcie toczących się walk cesarzowa Teodora wplątała Belizariusza w swoje intrygi i wciągnęła w sprawę papieża Sylweriusza.[15] W listopadzie 537 przybyły długo wyczekiwane przez Rzymian znaczne posiłki- około 5000 ludzi. Część przysłanych na pomoc wojsk- ponad 2000 oddział pod komendą Jana- została wysłana przez oblężonych z zadaniem prowadzenia działań dywersyjnych wzdłuż zachodniego wybrzeża Italii. Na początku 538 roku Janowi udało się zdobyć Rimini , leżące na tyłach gockiej armii i tym samym przeciął linię komunikacyjne przeciwnika. Witiges zorientował się, że nie ma żadnych szans na wzięcie miasta głodem i raz jeszcze, bez powodzenia, spróbował zdobyć miasto szturmem (styczeń 538). Do zwinięcia oblężenia skłoniło go ostatecznie pojawienie się na Tybrze floty bizantyjskiej i przebicie się do Rzymu kolejnych, 5000 posiłków wojskowych. Resztki wycofującej się, niegdyś ogromnej gockiej armii były nieustannie nękane przez rzymskich żołnierzy. Obrona Rzymu była największym obok bitwy pod Dara i kampanii afrykańskiej wyczynem wojennym Belizariusza.
Znając możliwości regeneracyjne gockiego przeciwnika wódz rzymski, posuwał się powoli naprzód, zdobywając jedna po drugiej wrogie twierdze. Po zdobyciu w marcu Ankony doszło do niebezpiecznej sytuacji. Po odstąpieniu od Rzymu armia Witigesa rozpoczęła pościg za Janem. Zajmujący pod Rimini wysuniętą pozycję Jan, postanowił złamać dany rozkaz i pozostać na stanowisku. Prawdopodobnie ambitny dowódca grał pod siebie, starając się wykorzystać niezgodę w gockiej rodzinie panującej. Ambicja Jana o mało nie przyczyniła się do katastrofy. Zapobiegło jej pojawienie się na italskiej scenie wojennej nowego gracza- eunucha Narsesa, który przybył wraz z 9000 żołnierzy z Konstantynopola i namówił Belizariusza do przeprowadzenia wspaniałego manewru, który ocalił będącego w oblężeniu wiarołomnego dowódcę. Od tego momentu można datować początek zaciekłego konfliktu między Narsesem i Belizariuszem, który wykorzystywali podlegli im oficerowi rozpalając nienawiść między dwoma wodzami. Do poważnego skandalu doszło w momencie, kiedy Belizariusz chciał zastosować podobny jak pod Rimini manewr przy oblężeniu Mediolanu. Sprzeciwił się temu Narses. Działania wojenne raz rozpoczynano, a raz zawieszano. W sztabie rzymskim na porządku dziennym, były oszczerstwa i intrygi. Ostatecznie Mediolan wzięto głodem w marcu 539 roku.
Po ostrożnym zdobywaniu kolejnych twierdz, Gotom w środkowej Italii pozostało tylko Auximum. Belizariusz skoncentrował tutaj cała swą siłę uderzeniową i rozpoczął oblężenie zakończone sukcesem. W końcu na jesieni 539 roku armia rzymska stanęła pod murami gockiej stolicy- Rawenny. Miasto zostało otoczone ścisłą blokadą, zarówno od lądu jak i morza. Kwestią czasu była kapitulacja garnizonu. W tym czasie doszło tez do pewnego wydarzenia. Władca frankijskiej Austrazji, król Teodebert, którego niewielkie posiłki wojskowe współdziałały z Gotami w okolicach Mediolanu już w 538 roku, wiosną 539 roku
Wysłał do północnej Italii znacznie większy kontyngent. Wykorzystując chaos jaki panował w dolinie Padu, Frankowie oddali się przede wszystkim grabieży, w razie konieczności atakując zarówno Gotów, jak i Bizantyjczyków. Oblegający w tym czasie Rawennę Belizariusz zawarł z Teodebertem ugodę i skłonił Franków do wycofania się za Alpy, na co Teodebert przystał tym chętniej, że jego szeregi zaczęła dziesiątkować zaraza. Tymczasem Justynian, który stanął w obliczu nowej fali najazdów barbarzyńskich (Bułgarów i Słowian) na prowincje naddunajskie i groźby odnowienia się wojny z Persją, zaproponował Witigesowi pokój. Wszczęcie rokowań udaremnił Belizariusz, nie dopuszczając po prostu poselstwa cesarskiego do Gotów, którzy dla odmiany, gotowi byli opuścić Witigesa i opowiedzieć się za Belizariuszem jako niezależnym cesarzem Zachodu. Ten udał, że się zgadza widząc szanse na bezkrwawe zdobycie miasta. W maju 540 roku, po udzieleniu sobie obustronnych tajnych zapewnień wojska rzymskie wkroczyły do miasta. Jakież musiało być zdziwienie Gotów, gdy usłyszeli, że Belizariusz zajmuje ich stolicę w imieniu… Justyniana. Co więcej udało mu się pochwycić Witigesa i odesłać go do Konstantynopola.
Bizantyjczycy przystąpili teraz do oczyszczania Italii z resztek sił nieprzyjaciela. Warownie gockie padały jedna po drugiej i wkrótce w rekach Ostrogotów pozostały jedynie dwa strategicznie ważne miasta- oblężone już przez Bizantyjczyków Pawia i Werona. Wtedy jednak zaniepokojony możliwością przejęcia przez Belizariusza korony cesarza Zachodu i niezmiennie zazdrosny o sławę wojenną swego wodza, Justynian odwołał go do Konstantynopola (540/541). Jednak w stolicy nie czekał na niego tryumf do odbycia i wiwatujące tłumy. Jego sukcesy przeszły tutaj bez echa. Przyczyną tego było, zdobycie i straszliwe złupienie Antiochii przez wojska perskie. Świeżo przybyły wódz miał zmazać upokorzenie, jakiego doznało Cesarstwo i odnieść przekonujące zwycięstwo.[16]
7. 541-544. Wojna z Persją. Zdrada Antoniny.
Wiosną 541 roku Belizariusz rozpoczął kampanię, która przyniosła mu najmniej chluby ze wszystkich prowadzonych w całym swoim życiu. Prowadząc silną armię złożoną, częściowo z żołnierzy z Italii i Ostrogotów, zajął twierdze Sisaurana, położoną między Nisbis a Tygrysem. Nie ryzykował zdobywania silnie obsadzonego przez Persów Nisbis. Kiedy udało mu się odnieść kilka zwycięstw w niewielkich potyczkach z wrogiem, zarządził nagle odwrót. Na pewno ważną przyczyną tego odwrotu, była zaraza, która wybuchła w jego wojsku. Jednak po poddaniu krytycznej analizie twierdzeń Prokopiusza, nie można zrezygnować też ze stwierdzenia, że do decyzji wodza przyczyniły się sprawy osobiste.
Przyczyną jego problemów, była żona Antonina. Po ślubie z Belizariuszem Antonina zapałała namiętnością do jego adoptowanego syna Teodozjusza. Uczestnicząc w wyprawie do Afryki, niemal jawnie zdradzała męża. W Kartaginie Belizariusz przyłapał nawet zdradziecką parę w piwnicy, ale uwierzył w pokrętne tłumaczenia żony, zaprzeczającą temu co widział. W czasie podboju Sycylii w 535 roku, jedna z niewolnic- Macedonia opowiedziała mu o poczynaniach żony, a jako świadków podała dwóch chłopców usługujących w sypialni. Wówczas Belizariusz kazał stracić niewiernego syna, jednak ten w porę ostrzeżony uciekł do Efezu. Natomiast Antonina używając swojego wielkiego wpływu jaki miała na męża, wmówiła mu, że są to zwykłe oszczerstwa i wymogła na nim wydanie oskarżycieli. Teodozjusz został z powrotem wezwany i przyjęty na nowo do rodziny, zaś niewolnica i dwaj chłopcy zostali okrutnie zabici przez mściwą Antoninę. Belizariusz nie zrobił nic, aby ich ocalić.
Para kochanków nie przejęła się zagrożeniem całkowitego zdemaskowania i romans ich kwitł nadal, podczas pierwszej wojny w Italii. Po powrocie Teodozjusza, Antonina zmusiła do ucieczki do Konstantynopola swojego syna- Focjusza grożąc mu nawet śmiercią a to dlatego, że przeszkadzał jej w romansie. Gdy w 540/541 roku Belizariusz wraz z całą rodziną powrócił do stolicy, Teodozjusza ruszyło sumienie. Uciekł on do Efezu i wstąpił do klasztoru. Zrozpaczona Antonina urządzała publiczne sceny żałoby i błagała cesarzową, żeby ta zmusiła młodzieńca do powrotu do niej. Początkowo Teodozjusz nie chciał opuścić Efezu, jednak wiosną 541 roku, gdy jego przybrany ojciec wyruszył na wschód, powrócił do stolicy. Jednym zagrożeniem dla nich pozostawał nadal Focjusz. Szkalowany przez matkę i jej kochanka w obawie o własne życie wyznał wszystko Belizariuszowi. Wódz był wstrząśnięty i postanowił się zemścić. Tylko jedynym problemem pozostawała kampania, którą właśnie prowadził przeciw Persom. Jednak wieść o wybuchu zarazy i wiadomość, że żona jedzie do niego skłoniły go do odwrotu.
Belizariusz starał się działać szybko. Wysłał Focjusza do Efezu, aby pojmał Teodozjusza, sam zaś uwięził Antoninę. Podobno parokrotnie próbował zabić niewierną żonę, lecz czy to ślepa miłość czy przebiegłość Antoniny, uniemożliwiały mu to. Tymczasem Focjusz dotarł do Efezu. Przerażony Teodozjusz schronił się w kościele Jana Apostoła, jednak biskup Andrzej z Efezu dał się przekupić i wydał uciekiniera. Wówczas w całe to zamieszanie wplątała się cesarzowa Teodora, protektorka i opiekunka Antoniny. Sprawowała ona wówczas najwyższą władze w państwie, zastępując ciężko chorego Justyniana. Wezwała Belizariusza do stolicy i zmusiła go do pogodzenia się z żoną. Bez wątpienia było to bardzo upokarzające dla niego, ale w obawie o życie i lękając się panicznie Teodory pogodził się z żoną. Wtedy to został pojmany niedawno przybyły do stolicy Focjusz. Wraz z kilkoma przyjaciółmi z otoczenia swego dowódcy, został poddany wymyślnym torturom cesarzowej. Pomimo tego nie załamał się i wierny przysiędze jaką złożył Belizariuszowi, nie wydał miejsca uwięzienia Teodozjusza. Jednak w końcu agenci cesarzowej znaleźli Teodozjusza i cesarzowa wydała go Antoninie. Nie nacieszyła się nim ona zbyt długo, ponieważ wkrótce zmarł on na dyzenterię. Natomiast Focjusz został wtrącony do więzienia. Uciekał z niego dwukrotnie, szukając azylu w kościołach w stolicy. Za każdym razem jednak wywlekano go z nich siłą ku powszechnemu oburzeniu ludności miasta. W końcu za trzecim razem udało się mu zbiec do Jerozolimy, gdzie został mnichem. Przez cały czas jego pobytu w więzieniu, Belizariusz nie zrobił zupełnie nic, żeby mu pomóc.[17]
Ponowny atak Chosroesa w 542 roku na Syrię spowodował, że Belizariusz znów został wysłany na front, aby powstrzymać perski atak. Udało mu się usunąć Persów z terenów zajętych w pierwszej fazie wojny, co zmusiło Chosroesa do opuszczenia Lazyki i przejęcia osobistej kontroli nad operacjami wzdłuż granicy zachodniej. Podczas trwającej następne lata kampanii (do 544) obie armie dążyły do wzajemnego wymanewrowania się. Mimo, że nie doszło w tym czasie do żadnej poważniejszej bitwy, Belizariusz odzyskał wszystkie ziemie utracone przez Bizancjum na początku wojny, a jego zagony zapuszczały się daleko w głąb Persji. Podejmowane przez obie strony próby działań ofensywnych na większą skalę zakończyły się niepowodzeniem- Persowie zostali odparci spod murów Dary i Edessy, a Bizantyjczykom nie powiódł się atak na Armenię. Brak decydującego rozstrzygnięcia i wybuch epidemii morowej zarazy szalejącej w obu walczących krajach, przyczyniły się do zawarcia rozejmu w 545 roku.
W czasie swojego pobytu na wschodzie Belizariusz odbył poufne rozmowy ze swoim , podkomendnym Bouzesem na temat kwestii następstwa tronu w cesarstwie. Sprawa ta była wówczas powszechnie omawiana ze względu, na przedłużającą się chorobę cesarza. Obaj dowódcy stwierdzili w czasie swoich rozmów, że nie poprą żadnego następcy wyznaczonego przez Konstantynopol ( czyli Teodorę). Wieści o tym doszły do cesarzowej, która uznała to za osobistą obrazę. Wezwała obu dowódców do stolicy i oskarżyła o udział w spisku. Bouzes spędził przez to dwa lata w więzieniu. Natomiast Belizariuszowi cesarzowa skonfiskowała część majątku i pozbawiła go gwardii przybocznej rozwiązując jego bucellarii. Przez kilka miesięcy zasłużony wódz, musiał żyć w strachu o własne życie i w pewnej izolacji towarzyskiej, ponieważ jego znajomi odwrócili się od niego gdy popadł w niełaskę. Dopiero powrót cesarza, który przezwyciężył chorobę oraz złe wieści z Italii, gdzie nowy gocki król Totila ( 541-552) odnosił same sukcesy, ocaliły Belizariusza.[18]
8. 544-548. Wojna z Ostrogotami. Ponownie w Italii.
Podczas nieobecności Belizariusza wiele się zmieniło w Italii. Operacje wojenne po jego odjeździe prowadziło jedenastu, zupełnie od siebie niezależnych i nie podlegających nikomu, wyższych oficerów armii cesarskiej. Spowodowało to przejęcie inicjatywy przez Gotów. Nowym władcom Ostrogotów został król Ildibald. Przełamał on oblężenie Werony, rozbił chaotycznie walczące siły cesarskie w bitwie pod Treviso i odzyskał kontrolę nad doliną Padu (wszystko to w 541 roku). Po krótkotrwałych sporach o tron, zakończonych śmiercią Ildibalda, nowym królem został krewny Wtigiesa- Totila. Wkrótce po objęciu tronu rozpoczął on ofensywę w środkowej Italii, bijąc wojska bizantyjskie pod Faenzą i Mugello (542), po czym ruszył na południe i obległ, a następnie zdobył Neapol odzyskując kontrolę nad większością Półwyspu Apenińskiego. W rękach bizantyjskich pozostało jedynie kilka miast.
Misje przywrócenia zachwianego panowania bizantyjskiego w Italii Justynian powierzył Belizariuszowi, stawiając go na czele, niejako już tradycyjnie, niewspółmiernie małej w stosunku do zadań i potrzeb, 4000 armii. Po rocznym oblężeniu Rzymu, którego nie były w stanie przerwać nękające działania Belizariusza, Totila zdobył Wieczne Miasto (546). Przyczyniły się do tego również błędy oficerów samodzielnie dowodzących na innych odcinkach (Izaaka i Bessasa).
Jednak Belizariusz mimo początkowych porażek nie poddawał się i dokonywał cudów, mając do dyspozycji garstkę żołnierzy. Totila po zdobyciu miasta ruszył na spotkanie wojsk bizantyjskich, które przebywały w Lukanii. Wykorzystał to Belizariusz, który dzięki kombinacji bluffu i szybkiego manewrowania taktycznego zdołał odbić Rzym.
Wprawdzie Totila odgrażał się, że zniszczy mury obronne miasta lecz Belizariusz stwierdził wówczas, że przez ten czyn imię gockiego władcy stałoby się odrażające dla każdego cywilizowanego człowieka. Nie wiadomo czy ten argument rzeczywiście podziałał na gockiego władcę (jak twierdzi Prokopiusz), faktem jednak jest, że wstrzymał on rozbiórkę murów i wyruszył aby odbić te kilka miast, które udało się rzymskiej armii odzyskać. Dzięki temu, Belizariuszowi udało się odbudować mury obronne i przygotować miasto do obrony. Kiedy Totila zrozumiał swój błąd było już, jednak za późno. Król Ostrogotów zawrócił i po raz kolejny obległ miasto, jednak trzy kolejne próby wzięcia go szturmem zostały skutecznie odparte przez obrońców. Armia gocka szturmy te okupiła znacznymi stratami. Tak samo nie udał się Gotom atak na Perugię.
Następne lata wojny do złudzenia przypominały italską kampanię Hannibala. Armia Belizariusza, któremu Goci nie mieli odwagi stawić czoła w polu, manewrowała w Italii wedle swego uznania, była jednak zbyt szczupła, aby przesądzić o zwycięskim rozstrzygnięciu konfliktu. Nawet pomoc ze stolicy w postaci kliku oddziałów, nie zmieniła trudnej sytuacji armii. W trakcie tych działań został zmuszony do obrony Rzymu przed własnymi żołnierzami, którzy zabili swego komendanta i grozili zdradą, jeśli nie otrzymają zaległego żołdu i amnestii za swój czyn. Belizariusz osobiście zajął się miastem, zorganizował sprawny i nieprzekupny aparat zaopatrzenia w żywność. Natomiast załogę miasta skompletował nową z żołnierzy z Sycylii, starając się pozbyć tylu ile się dało buntowników. Jednak ciągły brak pieniędzy i wojska, problemy z aprowizacją armii oraz pewna ignorancja cesarza wobec problemów swego podkomendnego, zmusiły Belizariusza do zrobienia zaskakującego ruchu. Mianowicie postanowił poprosić o pomoc cesarzową Teodorę tę samą przez, którą znalazł się przed paru laty w niełasce i której tak bardzo się obawiał. Z misją do cesarzowej wysłał swą żonę Antoninę, która jak nikt inny nadawała się do tego zadania. Jednak zamiast posiłków dotarła do niego wieść o śmierci Teodory oraz dymisja i rozkaz powrotu do stolicy. Tak więc pod koniec roku 548 Belizariusz opuścił po raz ostatni Italię, nie podbijając jej tak jak sobie tego życzył Justynian.[19]
9. 549-565. Łaska, niełaska Justyniana. Ostatnia kampania.
Po powrocie do stolicy Belizariusz nie miał już wielu okazji do wykazania się w czynnej służbie. Choć prowadzone przez niego kampanie przyniosły mu sławę i uznanie Justyniana, nie mógł już zbytnio liczyć na jakieś poważniejsze zadanie. Cesarz Justynian choć dostatecznie pewny swej pozycji, by powierzać innym komendę nad armią, nie pozbył się do końca wszelkich podejrzeń, że wodzowie mogą się zwrócić przeciwko niemu. Tym należałoby tłumaczyć przymusową bezczynność sławnego wodza. Choć bezczynny w służbie wojskowej pomagał cesarzowi w czasie jego konfliktu z papieżem Wigiliuszem (537-555)[20] i pośredniczył dwukrotnie między dwoma adwersarzami- w grudniu 551 i w czerwcu 553 roku. Nie wiele wiadomo co Belizariusz robił w trakcie tych paru lat przymusowej bezczynności. Na pewno często przebywał na dworze i towarzyszył Justynianowi w różnych ważnych ceremoniach. Resztę czasu prawdopodobnie spędzał w swojej podmiejskiej rezydencji wiodąc żywot człowieka prywatnego. Prawdopodobnie w 554 roku odbył inspekcję wojska na świeżo podbitych ziemiach południowej Hiszpanii.
Ostatni raz Belizariusz wyruszył w pole w 559 roku. Wówczas to hordy słowiańsko-bułgarskie Zabargena najechały cesarstwo i dotarły na odległość około 50 kilometrów od Konstantynopola, pustosząc po drodze Trację i Mezję. Dla stawienia czoła najeźdźcy, cesarz odwołał ze stanu spoczynku swego najlepszego wodza. Wódz był już wtedy stary, schorowany i otyły, był cieniem dawnego młodzieńca, który gromił Persów i Wandalów. Jednak wiek i bezczynność nie stępiły jego świetnych zdolności taktycznych. Stolica była praktycznie bezbronna; rozproszone oddziały armii regularnej stacjonowały wzdłuż granic, bądź walczyły na froncie perskim. W największym pośpiechu zorganizował on oddziały milicji obywatelskiej. Z tą garstką słabo wyszkolonych żołnierzy, używając swoich świetnych taktycznych manewrów, pozorował ruchy wielkiej armii i zdołał narzucić Bułgarom przekonanie, że dysponuje znacznie większymi siłami niż w rzeczywistości. Wyprowadzeni w pole i zdemoralizowani najeźdźcy zaczęli ponosić porażki w drobnych potyczkach. Belizariusz, którego cała armia liczyła 300 weteranów ciężkiej jazdy bizantyjskiej i parę tysięcy świeżo zaciągniętych pod broń rekrutów, w bitwie pod Malanthius (?), tuż za murami Konstantynopola, powstrzymał atak Bułgarów, a następnie sam przeszedł do natarcia i zmusił ich do odwrotu. Wówczas to Justynian, zazdrosny o rozbłysłą na nowo sławę Belizariusza, odwołał starego wodza i sam wyruszył w pole, pierwszy raz opuszczając Konstantynopol odkąd objął władzę. Po raz pierwszy też i ostatni dowodził w polu, mając już 77 lat. Do kolejnej bitwy nie doszło. Najeźdźcy obładowani rzymskimi pieniędzmi za jeńców, opuścili Bizancjum. Natomiast cesarz po tym osobliwym zwycięstwie odbył tryumfalny wjazd do stolicy 11 sierpnia 559 roku. Nie trzeba wspominać jak rozgoryczony był wówczas Belizariusz.
Po raz ostatni nazwisko świetnego wodza, ukazało się publicznie w związku ze spiskiem na życie Justyniana w 562 roku. Trzej członkowie sztabu starego wodza wplątani w ten spisek w czasie przesłuchania, wymienili samego Belizariusza jako tego, który o wszystkim wiedział. Prawdopodobnie cesarz nie wierzył w te rewelacje na temat Belizariusza, ale pewności nie mógł mieć. Był oburzony, że Belizariusz nie śledził czujnie poczynań swoich podwładnych. Na radzie w obecności wszystkich ważniejszych dygnitarzy państwowych kazał odczytać zeznania, łącznie z tymi, które obciążały starego wodza. Belizariusz był wstrząśnięty i boleśnie zraniony publicznym oszkalowaniem jego wierności. Jeszcze boleśniej odczuł pozbawienie go większości osób z najbliższego otoczenia i zamknięcie w areszcie domowym. W końcu nie dowiedziono mu niczego, a po sześciu miesiącach wrócił do łask cesarza oraz do wszystkich swych godności i przywilejów. Jednak resztę swego życia spędził on w swojej posiadłości, nie biorąc udziału w życiu publicznym. Zmarł w marcu 565 roku. Cesarz Justynian przeżył go zaledwie o osiem miesięcy i zmarł 14 listopada tego samego roku.[21]
Belizariusz bez wątpienia był wybitnym dowódcą wojskowym. Czasami osobiście uczestniczył w bitwie, lecz jego rola polegała przede wszystkim na kierowaniu działaniami innych, co czynił, pozostając za linią walczących. Był świetnym taktykiem czego dowody dał w bitwie pod Dara oraz w czasie obrony Rzymu. Majstersztykiem w jego wykonaniu były manewry jakie przeprowadzał broniąc Konstantynopola przed Bułgarami. Kampanie Belizariusza miały już charakter typowy dla średniowiecza. Tak jak późniejsi dowódcy dowodził stosunkowo niewielkimi armiami. Armie w tym okresie zajmowały na ogół umocnione pozycje (bitwa pod Dara,), z których można było prowadzić wypady (oblężenie Rzymu przez Gotów), a większość walk była na niewielką skalę. Tak więc można sugerować, że Belizariusz był prekursorem wśród późniejszych średniowiecznych dowódców i mógł im służyć za chlubny przykład.
O ile w służbie cesarstwu Belizariusz odznaczał się samymi cnotami i sukcesami jako znakomity dowódca, o tyle innym był człowiekiem w ,,cywilu”. Jaki miał naprawdę charakter w pełni ukazuje sprawa romansu Antoniny z Teodozjuszem. Wnioskując z tego w życiu prywatnym był on człowiekiem chwiejnym, niezdecydowanym, ulegającym wpływom żony i panicznie lękającym się intryg Teodory. Można nawet twierdzić, że był on nie honorowy biorąc pod uwagę to jak postąpił z niewolnicą Macedonią i Focjuszem. W tym jego zmiennym charakterze i braku ambicji politycznych należy szukać klucza do zrozumienia, dlaczego nie sięgnął po władzę cesarską i pomimo licznych upokorzeń pozostał wierny Justynianowi.
10. Belizariusz w literaturze. Legenda wielkiego wodza.
Jednak postać Belizariusza była tak nie zwykła, że doczekała się własnej legendy. Jeśli współcześni mu nie potrafili w pełni docenić jego osiągnięć to na pewno należycie zrobili to potomni. W XII wieku w średniowiecznym Bizancjum uczony i pisarz Jan Tzetes donosił, że opowiada się, jakoby Justynian polecił oślepić wodza, który aby przeżyć, żebrał na ulicach Konstantynopola. W XV wieku Emanuel Georgillas z Rodos napisał ,, Opowieść historyczną o Belizariuszu”. Jest to klasyczny romans, w którym wielki wódz na skutek intryg dworzan zostaje wtrącony do więzienia. W jego obronie występuje lud stolicy, a gdy wybucha wojna z Anglią, Belizariusz wraca do łask. W walce odnosi sukces, ale wrogowie ponownie oskarżają go przed władcą. Wódz zostaje uznany za zdrajcę, uwięziony i oślepiony. Po wyjściu na wolność musi żebrać.
W epoce oświecenia Belizariusz stał się bohaterem powieści Jeana Franuois Marmontel’a- ,, Belisaire”. Autor opisując losy bohatera, tak naprawdę atakował absolutystyczne rządy Ludwika XV. Podobny wizerunek Belizariusza został przedstawiony w malarstwie. Jacques- Louis David w latach 1780-1781 namalował obraz- ,, Belizariusz przyjmuje jałmużnę”- na którym ślepy wódz prosi o datki. W XIX wieku powstała opera ,,Belisario” Gaetano Donizettiego, a w XX wieku ukazało się kilka powieści powielających stereotyp szlachetnego wodza, ofiary tyrana. W 1938 roku Robert Graves opublikował powieść ,,Belizariusz”, jest to powieść popularna jeszcze do dnia dzisiejszego. Wódz stał się również bohaterem historii alternatywnej- L. Spraque de Camp, ,,Lest Darkness Fall” (1939). Tak więc dzieła Prokopiusza z Cezarei- ,, O wojnach” i ,, Historia sekretna”, nie są jedynymi dziełami, których bohaterem jest Belizariusz. Jednak tylko dzieła Prokopiusza pokazują w pewnym stopniu jakim tak naprawdę, człowiekiem był Belizariusz.
11. 551- 567. Narses w Italii.
Ostatni rozdział postanowiłem poświęcić drugiemu wybitnemu wodzowi Bizancjum tej epoki- Narsesowi. Był on mistrzem intryg dworskich i rywalem Belizariusza. Jak już to zostało wcześniej wspomniane, ich konflikt rozpoczął się od różnicy zdań co do manewrów, które należało zastosować pod Mediolanem w 539 roku. Po konflikcie tym z Italii został odwołany Narses. Jednakże to właśnie jemu było dane podbić w końcu Italię, a nie Belizariuszowi.
Prawdopodobnie Narses urodził się około 480 roku. Pochodził ze zromanizowanej ormiańskiej rodziny Kamsarakan, która ponoć była spokrewniona z królewską rodziną Arsakidów. Większość swojego życia spędził on jako eunuch na dworze w Konstantynopolu. Nic nie wiadomo o latach jego młodości. Z pewnością zajmował wysokie stanowiska na dworze i w administracji państwowej. Wkracza on na karty historii dopiero podczas powstania Nika w 532 roku. Udało mu się wówczas doprowadzić do rozłamu wśród buntowników. Nakłonił on stronnictwo Błękitnych do odstąpienia od powstania. Pomógł również Belizariuszowi w zbrojnej rozprawie z resztą buntowników. W czasie obrony Rzymu w 538 roku pełnił przez krótki czas rolę szpiega Justyniana, przy boku Belizariusza. Intrygował również razem z cesarzową Teodorą przeciw prefektowi Janowi z Kapadocji.
Sytuacja w Italii przed przybyciem Narsesa, wyglądała następująco. Po odwołaniu Belizariusza do Konstantynopola, Totila w krótkim czasie odbił Rzym i odzyskał kontrolę nad większością Italii, a wkrótce opanował także Sycylię, Sardynię i Korsykę. Totila próbował też zdobyć Rawennę, blokując ją od morza i lądu, jednak klęska floty gockiej na Adriatyku zmusiła go do porzucenia tych planów (551). Tymczasem następna ekspedycja wojskowa Bizantyjczyków, dowodzona przez Artabana, odbiła z rak Gotów Sycylię.
W wyniku zaistniałej sytuacji Justynian pogodził się wreszcie z tym, że wojna prowadzona niewystarczającymi siłami skazana jest na niepowodzenie, i odkrył, że jeśli chce utrzymać Italię, musi wysłać tam wystarczająco liczną armię z kompetentnym dowódcą na czele. Niechętny Belizariuszowi cesarz powierzył naczelne dowództwo w Italii swemu kuzynowi, Germanusowi, który wcześniej jako podwładny Belizariusza odznaczył się w wojnie z Persją, a ostatnio odniósł znaczne zwycięstwo nad Słowianami (w bitwie pod Sardiką w 550 roku). Gdy jednak jesienią 550 roku Germanus zmarł niespodziewanie w Sardyce., cesarz powierzył opróżnione przez niego stanowisko Narsesowi ( który miał wówczas, około 70 lat!). Ten zgodził się je przyjąć tylko pod warunkiem, że Justynian da mu odpowiednio liczną armię i kiedy rok później, wyruszał z Salony, pod jego rozkazami pozostawało mniej więcej 20 000- 30 000 żołnierzy. Drogę do wnętrza półwyspu blokowały mu co najmniej 50 000, połączone siły gockie (późniejszego króla) Tei i władcy Franków Teodilbalda, kontrolujące wszystkie strategicznie ważne punkty w dolinie Padu. Narses zdecydował się zatem obejść je wzdłuż silnie rozczłonkowanej linii brzegowej Adriatyku skokami, pokonując liczne tam, wrzynające się głęboko w ląd laguny łodziami i na okrętach. W ten sposób Narsesowi udało się dotrzeć pod Rawennę, nie natrafiając nigdzie na opór przeciwnika. Dopiero pod Rimini Bizantyjczycy natknęli się na niewielki oddział Gotów, który bez trudu rozbili.
Podczas przeprawy przez Apeniny (w 552 roku) drogę maszerującej na Rzym 20 000 armii Narsesa zastąpił Totila z około 15 000 wojownikami. Totila na wieść o marszu Bizantyjczyków wyruszył z Rzymu i dotarł do wioski Taginae, położonej zaledwie o 13 mil od obozu Narsesa. Ponieważ Goci posiadali małą stałą armię, Totila zmuszony był pozbierać załogi z pobliskich miast, żeby wzmocnić jej szeregi. Narses wysłał do obozującego w Taginae Totili herolda, domagając się poddania. W odpowiedzi król Ostrogotów następnego ranka zwinął obóz i zbliżył się do bizantyjskiej armii na odległość dwóch strzałów z łuku.
Obaj wodzowie pragnęli bitwy i ustawili swoje wojska w poprzek wąskiej, płaskiej doliny. Gdy Totila miał do dyspozycji dużą liczbę kawalerzystów, wysuwał ich w typowy dla Germanów sposób na pewien dystans przed front piechoty, z zamiarem oparcia się na powtarzanych szarżach jazdy, która miała za zadanie złamać szyki przeciwnika (piechota Gotów rzadko stawała w pierwszej linii, chyba że chodziło o rozdzielenie sił przeciwnika albo pomoc w pościgu). Narses ustawił swoich żołnierzy w szyku wklęsłym, umieszczając osiem tysięcy ciężkozbrojnych foederati w bitewnych czworobokach, a potem polecił części bizantyjskiej jazdy spieszyć się w celu wzmocnienia falang piechoty. Następnie umieścił na skrzydłach około osiem tysięcy lekkich łuczników pieszych (po cztery tysiące na każdym), których osłaniały zaostrzone pale, bądź zajęli pozycje na niedostępnym z dołu górskim wzniesieniu. Po lewej i prawej stronie, za łucznikami, umieścił tysiąc ciężkozbrojnych katafraktów, wyposażonych także w łuki. Obrany przez niego wklęsły szyk tworzył w istocie niebezpieczną, śmiertelną strefę dla jakichkolwiek wrogich wojsk, które próbowałyby zaatakować środek formacji Bizantyjczyków.
Pragnąc zabezpieczyć wystawione na atak lewe skrzydło, Narses wydzielił 50 łuczników i kazał im zająć małą, odosobnioną wyniosłość po lewej stronie, na której zajęli oni pozycje. Kiedy Totila podjął próbę przechwycenia tego wzgórza za pomocą oddziału ciężkiej jazdy, 50 łuczników odpierało kolejne natarcia, odrzucając za pomocą strzał powtarzające się szarże kawalerii Gotów. Zabezpieczywszy wzgórze Narses posłał następny tysiąc jeźdźców na skraj swego lewego skrzydła, tuż za ową wyniosłością. Oddział ten miał działać jako odwód zgodnie z tym co pisał w swojej Wojnie z Gotami Prokopiusz- „ po rozpoczęciu działań przez piechotę przeciwnika, bizantyjska jazda miała dostać się natychmiast na jej tyły (…) i wziąć ją we dwa ognie”.
Minął ranek i Narses oddał inicjatywę w ręce Totili, ale Goci nie zaatakowali przed przybyciem posiłków w postaci dwóch tysięcy kawalerzystów. Czekając, Totila zabawiał żołnierzy obu stron swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami jeździeckimi, paradując pomiędzy liniami w złocistej zbroi. Po przybyciu posiłków wdział zbroję zwykłego żołnierza i zajął miejsce w szeregach swojej kawalerii.
Po niewielkim południowym posiłku Totila wydał w końcu jeździe rozkaz natarcia na środek szyku Bizantyjczyków, lekceważąc greckich łuczników na obu skrzydłach. Ale ciężkozbrojni piesi foederati, przy wsparciu spieszonej ciężkiej jazdy, wytrzymali atak. Powstrzymana jazda Gotów została zasypana na skrzydłach przez osiem tysięcy bizantyjskich łuczników gradem strzał, od których padały setki jeźdźców i ich rumaki. Położenie pogorszyło się, gdy atakująca kawaleria znalazła się szybko w kleszczach między bizantyjskimi obrońcami i własną zbliżającą się piechotą. Narses zadał wówczas coup de grace, wysyłając do natarcia na skrzydło zbliżającej się piechoty Gotów ukrytą za wzgórzem rezerwę ciężkiej jazdy, która wprowadziła zamieszanie w jej szeregi i wyparła ją z pola bitwy. Otoczona jazda Gotów, stojąca wobec pewnego unicestwienia, czmychnęła z pola bitwy., torując sobie drogę przez szeregi własnej piechoty. Król Totila otrzymał śmiertelną ranę, gdy opuszczał pole bitwy i zmarł prawdopodobnie w pobliskiej chłopskiej chacie. W bitwie zginęło około 6000 Gotów, a ci z nich którzy dostali się do niewoli, zostali zabici.
Po bitwie Narses bez przeszkód podszedł pod Rzym i po krótkim oblężeniu zajął miasto. Wybrany po śmierci Totili nowym królem Ostrogotów Teja zgromadził resztki pobitej armii gockiej w dolinie Padu, skąd znakomicie przeprowadzonym potajemnym marszem przedostał się do Kampanii na pomoc broniącym się tam oddziałom Aligerna. Narses, który natychmiast ruszył za nim w pościg, zablokował połączone siły gockie na zachód od Neapolu i mimo rozpaczliwej obrony zadał im zupełna klęskę (bitwa pod Mons Lactarius w 552). Narses dokonał teraz podziału swej armii, której oddziały przystąpiły do oblężenia rozproszonych po całej Italii, odosobnionych twierdz gockich.
W 553 roku od strony Germanii do Italii wkroczyła 75 000 (składająca się głównie z piechoty frankijskiej) armia książąt franijsko- alemańskich, braci Liutara/ Lotara (?) i Butilina/ Buccelina (?). W dolinie Padu Frankowie bez trudu rozbili znacznie słabszy korpus bizantyjski, po czym ruszyli na południe. Narses, który pośpiesznie zebrał resztę wojsk, wymaszerował na północ, ale ze względu na szczupłość swych sił, obawiał się wydać Frankom rozstrzygającą bitwę i ograniczył się wyłącznie do działań nękających przeciwnika. W Samnium armia frankijska podzieliła się na dwie części- Lotar ruszył na południe wzdłuż wybrzeża, po czym zawrócił na północ i zaległ na leża zimowe w dolinie Padu. Buccelin natomiast dotarł wzdłuż wybrzeża zachodniego na południowy kraniec półwyspu, gdzie jego wyczerpani i zdziesiątkowani ludzie spędzili zimę.
Wczesną wiosną 554 roku Buccelin, który miał już tylko 30 000 żołnierzy, podjął marsz na północ, skąd nadciągała mu na spotkanie 18 000 armia Narsesa. Przeciwnicy weszli ze sobą w kontakt w okolicy Casilinium. Narsesowi udało się wymanewrować Buccelina i zmusić go do przyjęcia bitwy na wybranym przez siebie terenie. Armię ustawił identycznie, jak podczas bitwy pod Tadinae. Frankowie zaatakowali centrum uformowaną w klin falangą- jak Rzymianie pod Kannami. Niemal identyczny był również wynik starcia. Piesi łucznicy bizantyjscy związali oba skrzydła falangi frankijskiej, a ciężka, uzbrojona w łuki jazda Narsesa zaszła i zaatakowała ją od tyłu. Postępując naprzód, łucznicy bizantyjscy zasypywali Franków ulewą strzał, a kiedy impet natarcia piechoty Buccelina wyraźnie osłabł, ruszyli do zdecydowanego natarcia. Armia frankijska została doszczętnie rozbita. Mniej więcej w tym samym czasie obozujące na północy siły Lotara dotknięte zostały gwałtownym atakiem epidemii, której ofiarą padła większość żołnierzy. Tak zwana wojna gocka dobiegała końca. Ostania gocka twierdza Werona upadła w 561 roku. Cały Półwysep Apeniński powrócił pod panowanie cesarza. Italia była jednak całkowicie zniszczona, wyczerpana i wyludniona, a nadużycia i zdzierstwo administracji bizantyjskiej w ciągu następnych kilku lat stworzyły podatny grunt pod sukces nowemu najazdowi barbarzyńców.
Po podbiciu Italii Narses w nagrodę został mianowany jej prefektem. Został odwołany ze swego stanowiska w 567 roku przez następcę Justyniana, jego siostrzeńca, Justyna II z powodu skarg o nadużycia. Narses wbrew rozkazowi Justyna II, nie wrócił do Konstantynopola tylko pozostał w Italii i osiadł w swojej willi nieopodal Neapolu. Według niektórych źródeł Narses, potajemnie wspierał inwazję Longobardów na Italię w rewanżu za odwołanie ze stanowiska. Podejrzenia te jednak nigdy nie zostały potwierdzone. Faktem jest, że w wieku prawie 90 lat, oferował ponownie swoje usługi Justynowi II, jednak bezskutecznie. Niedługo potem zmarł około 570 roku.[22]
Przypisy
[2] Carey, Wojny średniowiecznego…, s. 24-25 i Dupuy, Historia wojskowości…, s. 157-158.
[3] Carey, op.cit., s. 27-31i Goldsworthy, W Imię Rzymu, s. 320-326.
[4] Była w Afryce i w Italii, przeżyła wraz z Belizariuszem oblężenie Rzymu, potem wraz z Prokopiuszem zajmowała się organizacją floty zbożowej w Neapolu. W czasie drugiej wojny z Gotami posłowała od męża do Teodory w sprawie posiłków, ale nie zastała jej przy życiu i uzyskała tylko tyle, że Justynian odwołał Belizariusza.
[5] Prokopiusz, Historia sekretna s.16.
[6] (…) Obym nigdy nie zbyła purpury, którą noszę, obym nie dożyła dnia, kiedy przestaną mnie nazywać Cesarską Wysokością. (…) Co do mnie, to podoba mi się dawne powiedzenie, iż purpura cesarska jest najwspanialszym całunem.” Więcej w; Browning, Justynian i Teodora s.106
[7] Bunt podniósł ówczesny gubernator Sardynii- Godas, sowicie opłacony przez Justyniana. Celem tej akcji było odciągnięcie wandalskiej floty od miejsca lądowania Rzymian.
[8] Sprawa zepsutej żywności omówiona jest w: Goldsworthy, op.cit.,s.327.
[9] Obecnie Ras Kaboudia.
[10] Pomimo zniszczenia państwa Wandalów, walki w Afryce toczyły się nie przerwanie z mniejszym lub większym natężeniem aż do końca panowania Justyniana. Głównym przeciwnikiem rzymskim w tych zmaganiach byli, broniący swojej wolności Maurowie i zbuntowani chłopi nie godzący się z rzymskim wyzyskiem.
[11] Carey, op.cit, s. 31-37 i Dupuy, op.cit., s. 174.
[12] Ostatnim człowiekiem, który nie należał do rodziny cesarskiej a odbył tryumf był- Lucius Cornelius Balbus w 19 r.p.n.e za zwycięstwo nad Garamantami.
[13] Król Wandalów tak jak cały jego lud był arianinem i w czasie pochodu mamrotał werset z Księgi Eklezjasteta: ,, Marność nad marnościami i wszystko marność.”
[14] Jaskrawym przykładem męstwa Belizariusza w trakcie obrony Rzymu, był moment kiedy niespodziewanie z 1000 kawalerzystów wpadł na moście Milwijskim na całą armię gocką. Wrodzy żołnierze rozpoznali Belizariusza i jak relacjonuje Prokopiusz (…) zaczęli strzelać do Belizariusza. Każdym, który uważał się za walecznego, owładnęło pragnienie zdobycia zaszczytu i zbliżywszy się do niego, z wielką furią uderzali mieczami i włóczniami, próbując go pochwycić. Lecz Belizariusz , zwracając się to w prawo, to w lewo, zabijał każdego, kto się do niego zbliżył, a w chwili niebezpieczeństwa ocaliła go lojalność gwardzistów. Wszyscy bowiem otoczyli go (…), uniósłszy tarcze, aby osłonić generała i jego konia, nie tylko przyjęli na siebie pociski, lecz także odparli i pokonali tych, którzy go atakowali. I tak całe starcie skupiło się wokół jednego człowieka (…) szczęśliwym trafem Belizariusz nie został tego dnia ani ranny, ani choćby draśnięty… Goldsworthy, W Imię Rzymu s.329.
[15] Więcej na ten temat w; Browning, Justynian i Teodora s. 138-139.
[16] Dupuy, op.cit., s.174-175.
[17] Janiszewski, Wódz, mąż…w: „Mówią wieki” nr. 12/2005 i Prokopiusz, op.cit., s.16-23.
[18] Browning, op.cit., s.152-156 i Dupuy, op.cit., s. 177.
[19] Dupuy, op.cit., s. 175-176.
[20] Browning, op.cit., s. 186-203.
[21] Browning, op.cit., s. 204, 220 i Dupuy, op.cit., s. 178.
[22] Iwaszkiewicz, Władcy i wodzowie…, s. 282-283; Dupuy, op.cit., s.176-177; Carey, op.cit., s.38-47.
Bibliografia
Źródła drukowane:
Prokopiusz z Cezarei, Historia sekretna, przeł. A. Konarek, Warszawa 1998.
Opracowania i artykuły:
Browning R., Justynian i Teodora, Warszawa 1977.
Browning R., Cesarstwo Bizantyńskie, Warszawa 1997.
Carey B.T, Wojny średniowiecznego świata. Techniki walki, przeł. J. Jackowicz, Warszawa 2008.
Goldsworthy A., W Imię Rzymu, przeł. K. Kuraszkiewicz, 2004.
Dupuy R.E., Dupuy T.N., Historia wojskowości. Starożytność- Średniowiecze, przeł. M. Urbański, Warszawa 1999.
Iwaszkiewicz P., W. Łoś, M. Stępień, Władcy i wodzowie starożytności słownik, Warszawa 1998.
Janiszewski P., Wódz, mąż i ślepy żebrak. Opowieść o Belizariuszu. „Mówią Wieki” nr 12/2005.
Zakrzewski K., Historia Bizancjum, Kraków 1999.
Totalwar - podwitryna portalu totalwar.org.pl
Copyright 2008-2010 by totalwar.org.pl. All Rights Reserved.
Projekt: Tadeusz Meszko
All Rights Reserved.
Kawałek świetnego materiału. Wielkie dzięki
Żeś się postarał .
Dzięki za świetny artykuł. Zaraz zabieram się za Roma w wersji IBFD. Czekamy na więcej!!!
Twój, czy kradziejstwo? Powielactwo?
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=38142
Mój. Tak samo artykuł ten znajduje się na stronie klanu Hussars do którego należę. Postanowiłem zamieścić go na tej stronie bo nie nadawał się na forum historycy.org
Ponadto wersja zamieszczona tutaj różni się od tamtej. Został dodany nowy rozdział o armii wczesnobizantyjskiej i sztuce wojennej, tak samo jak poszerzyłem o nowe fragmenty cały tekst. No i tutaj zamieszczone są przypisy i bibliografia :p
Bardzo dobry artykuł, merytorycznie mi się podoba, bo Bizancjum, to kiedyś był mój konik. Dlatego się zapytałem, oczywiście, literatury jest tyle i interpretacji, ile szkół historycznych, ale Belizariusz, był swoistym fenomenem. Chcę jeszcze….
Fantastyczne! Liczę na kolejne artykuły. Może ktoś skrobnie co nieco o Aecjuszu?
Hmmm coś mi ten opis bardzo przypomina książkę Roberta Gravesa pt.”Belizariusz”. Ale i tak dobry artykuł, a książkę polecam jak i inne pozycje tego autora.Dzięki
Widzę, że artykuł spotkał się ze sporym zainteresowaniem
przypominam, że jeżeli ktoś jest chętny na pisanie dla serwisu, niech napisze mi PW, lub maila na redakcja@totalwar.org.pl
Kopiuj – wklej z wikipedii, czy jakiegoś innego serwisu to każdy umie.
Rzucać bezpodstawne oskarżenia, jak się jest anonimowym, też każdy umie. Dowody, albo nie oczerniaj na przyszłość ludzi, którzy potrafią dzięki ciężkiej pracy stworzyć ciekawy tekst.
Swoją drogą jest to nawet zabawne. Być posądzonym o plagiat własnego dzieła haha
Ja, czekam na kolejne twoje artykuły
Podobało mi się. Kiedyś ten okres bardzo mnie interesował. Gravesa przeczytałem jednym tchem.